Wina nie pije się na miejscu
Sygnały naszych Czytelników wskazują, że w małych miejscowościach powszechnie nie przestrzega się przepisów dotyczących sprzedaży alkoholu. Nagminnie łamany jest zakaz spożywania napojów wyskokowych w pobliżu miejsca zakupu. Niektóre wiejskie sklepy zamieniają się wieczorami w pijackie mordownie.
Łamanie zakazu spożywania alkoholu w miejscu zakupu, z wyjątkiem punktów gastronomicznych, to zmora nie tylko mieszkających w pobliżu, ale także właścicieli sklepów, na których ciąży obowiązek dopilnowania, aby klienci nie urządzali w pobliżu biesiady.
- 30.07.2002 14:54
- Czasem piją obok piwo, ale wina nie spożywają na miejscu. Przepisy nie są dla mnie jasne. Mówi się o obrębie sklepu, a co to jest \"obręb sklepu”? - pyta Marek Łucewicz, właściciel punktu handlowego w Nosowie, gm. Leśna Podlaska. Sklepikarz przyznaje, że nie jest w stanie kontrolować przez cały dzień pracy, co dzieje się na zewnątrz. Zamierza więc wywiesić przed sklepem kolejną tablicę informującą o zakazie.
Obręb sklepu to inaczej \"najbliższa okolica”. Określenie to występuje w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Kryterium wyznaczającym granice tego obszaru jest kontakt wzrokowy i słuchowy. - Gmina jest zobowiązania do nadzoru nad przestrzeganiem przepisów antyalkoholowych. Jeżeli pojawiają się skargi, należy wezwać właściciela sklepu i pod groźbą odebrania pozwolenia ustalić, co powinien zrobić, aby nie dochodziło do łamania zakazów - mówi Katarzyna Łukowska z Państowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Warszawie.
Gehennę przeżywa pewna rodzina w Stępkowie, gm. Dębowa Kłoda. Ludzie uskarżają się na uciążliwe sąsiedztwo sklepu z alkoholem. Skargi do samorządu i na policję długo nie przynosiły efektu. - Ktoś może powiedzieć, że robimy szum, bo jesteśmy konkurencją. Nie przeczę, mamy własne placówki. Tylko, że ja włożyłam duże pieniądze w bar, przestrzegam prawa, a tamci handlują alkoholem w sklepie po jego oficjalnym zamknięciu, nawet do późna - mówi pani Danuta, właścicielka małej gastronomii (nazwisko znane redakcji).
- U mnie nikt w tej sprawie nie interweniował, ale rywalizacja obu rodzin jest tu słynna - twierdzi Józef Czobodziński, sołtys Stępkowa. Wójt Dębowej Kłody podjął jednak ostatnio zdecydowane kroki w tej sprawie. Wystąpił do policji o szybsze reagowanie na skargi i zmobilizował Gminną Komisję ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, aby, jeżeli to jest uzasadnione, wszczęła procedurę odebrania pozwolenia na sprzedaż alkoholu handlowcom ze Stępkowa.
Reklama












Komentarze