Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Śmierć z promilami w tle

Tragedia rozegrała się pod koniec lipca na malowniczej drodze z Gorajca do Szczebrzeszyna w powiecie zamojskim. W środku nocy samochód z trojgiem młodych ludzi roztrzaskał się o drzewa na stromym poboczu. Zginęła siedemnastoletnia Wioletta P. Jej matka twierdzi, że wykrwawiła się, czekając kilka godzin na pomoc
W samochodzie, oprócz tragicznie zmarłej siedemnastolatki, podróżowała jeszcze jej koleżanka oraz kierowca, który, jak się później okazało, był pod wpływem alkoholu. Ok. godz. 23 samochód wjechał na barierkę oddzielającą drogę od skarpy i został wyrzucony jak z katapulty, po czym spadł w zarośla. Na drodze nie było żadnych śladów zdarzenia. Do najbliższych zabudowań jest stąd około dwustu metrów. Kierujący samochodem Piotr S. zgłosił się na policję w Szczebrzeszynie dopiero o godz. 4.15. Pogotowie, straż pożarna i policja dotarły na miejsce zdarzenia kilka minut przed godz. 5. Powstaje pytanie: dlaczego kierowca, idąc do Szczebrzeszyna, nie zatrzymał kogoś po drodze albo nie wstąpił do któregoś z domów? – Chciał ukryć, że był pijany i zabił mi dziecko – uważa matka zabitej nastolatki. Kierowca przyznaje, że wypił przed wypadkiem dwa piwa, ale przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. – Obudziłem się po drugiej stronie jezdni. Nie widziałem samochodu i nic nie pamiętałem. Wstępowałem do domów, ale wszyscy mówili że jestem tuż przed Szczebrzeszynem. Zatrzymywałem też samochody, ale bez skutku – mówi. Jednak mieszkańcy okolicznych domostw nic nie słyszeli aż do piątej rano, kiedy przyjechało pogotowie. Co więcej, idącego drogą Piotra minął jadący z naprzeciwka znajomy, który twierdzi, że ten nie dawał mu żadnych znaków. Kierowca, kiedy dotarł na policję, początkowo zeznał, że został pobity i okradziony, ponieważ – jak twierdzi – ze względu na kłopoty z pamięcią, taka wersja wydarzeń wydawała mu się najbardziej prawdopodobna. W sprawie są też inne niejasności. Według notatki policjantów, do wypadku doszło ok. godz. 23. Tymczasem zegar wskazówkowy w samochodzie zatrzymał się na godz. 1.10. Według prokuratury niczego to jednak nie dowodzi. Koledzy odwożeni do Gorajca powiedzieli na policji, że Piotr S. wyjechał z dziewczynami do Szczebrzeszyna kilka minut po godz. 23. Co innego mówią teraz. – Rozstaliśmy się parę minut przed północą, a Piotrek miał jeszcze odwieźć jednego kolegę i odstawić skrzynkę po piwie – mówi jeden z nich. Potwierdza to sam kierowca, który – mimo wcześniejszej amnezji – pamięta dobrze, że ze Szczebrzeszyna do Gorajca wyjechali o godz. 23.15. Przyznał się, że wypił przed wypadkiem dwa piwa, a później, po drodze do Szczebrzeszyna, jeszcze jedno. Badanie retrospektywne wykazało, że pomiędzy godz. 23 a 1.15 sprawca wypadku mógł mieć od 1,1 do 1,6 promila alkoholu we krwi. W najbliższym czasie do prokuratury mają trafić akta sprawy. Według nieoficjalnych informacji Piotrowi S. postawione zostaną zarzuty spowodowania wypadku pod wpływem alkoholu i nieudzielenia pomocy ofiarom.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama