Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Angielski tylko na maturze

Filip, maturzysta jednego z liceów Lublina, nie będzie musiał zdawać egzaminu dojrzałości z języka obcego.
Zdobył certyfikat zwalniający go z tej części matury. Jego siostra Agata, uczennica pierwszej klasy liceum, nie będzie miała takiej możliwości, nawet jeśli zdobędzie taki sam dokument – Ministerstwo Edukacji zapowiedziało, że od 2005 roku certyfikaty nie będą dawały żadnych uprawnień – wyjaśnia Grażyna Zawadzak, dyr. Wydziału Kształcenia Ogólnego Kuratorium Oświaty w Lublinie. – Jednak do tego czasu na maturach będą honorowane wyniki egzaminów zagranicznych instytutów językowych. W II LO im. Zamoyskiego w Lublinie z językowej części tegorocznej matury zostało zwolnionych 14 uczniów na egzaminach pisemnych i 22 na egzaminach ustnych. – To było dobre rozwiązanie – mówi dyr. Jerzy Miernowski. – Skoro uczeń zna język na tyle, żeby zdać egzamin na poziomie wymaganym przez instytucje cieszące się międzynarodowym uznaniem, to czemu nie uznać mu certyfikatu w szkole? Ministerstwo Edukacji wyjaśnia tę kwestię nierównością szans w dostępie do nauki języków obcych na odpowiednio wysokim poziomie. A nie wszyscy rodzice mają pieniądze na opłacenie nauki na prywatnych kursach. Zwłaszcza że w mniejszych miejscowościach nie ma nawet prywatnych szkół językowych. – Ja w ogóle nie rozumiem zasadności takiego argumentu – mówi mama Filipa, z zawodu nauczycielka. – Cała oświata idzie teraz w pieniądze, a nikt nie proponuje likwidacji studiów zaocznych, czy prywatnych uczelni w imię równości szans. Certyfikat językowy, w przeciwieństwie do wielu innych szkolnych umiejętności, jest premią za dodatkowy wysiłek, bo naprawdę syn poświęcił wiele czasu i pracy, aby go zdobyć. Zbigniew Gradziński, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Michowie również nie widzi niczego zdrożnego w honorowaniu certyfikatów na maturze. – Nie ma powodu, żeby pozbawiać tych, którzy się wykażą odpowiednią wiedzą, zwolnienia z części egzaminu maturalnego. – Każdego roku kilkunastu moich uczniów zdaje egzaminy FC i CAE – mówi Piotr Kaczmarzyk, anglista, właściciel Studio English. – To młodzież z drugich i trzecich klas licealnych, która po zdobyciu certyfikatu nie kontynuuje już nauki w naszej szkole. I można mieć tylko nadzieję, że nadal rozwija swoją znajomość angielskiego w liceum i na studiach. Przecież mamy wejść do Unii Europejskiej, a do pracy będzie potrzebny nie tylko dokument, ale autentyczne umiejętności.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama