Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mocna głowa posła Żywca

Lider lubelskiej Samoobrony Józef Żywiec brał udział w szkoleniu dla samorządowców suto zakrapianym alkoholem. Posła nikt nie był w stanie prześcignąć w piciu - twierdzi autor dziennikarskiej prowokacji. - To wierutne bzdury - zaprzecza Żywiec
Piątkowe \"Życie Warszawy” opisało, jak bez problemów można się znaleźć na liście Samoobrony do Rady Warszawy. Dziennikarza tej gazety kosztowało to zaledwie 1000 złotych. Jednym z punktów przygotowania go do pełnienia służby publicznej był udział w szkoleniu. Odbyło się ono na początku czerwca w Lublinie w byłym pensjonacie Daewoo przy ul. Przyjaźni. \"Plan szkolenia nie został jednak w pełni zrealizowany - pisze autor artykułu. - Trzeba było opuścić kilka ważkich punktów, gdyż zaczynało się ognisko. Wódka i piwo zaczęły się lać strumieniami. (...) Obaj panowie próbowali prześcignąć w piciu gospodarza wieczoru, posła Samoobrony na Sejm RP Józefa Żywca. Nie dali mu rady. Przedstawiciel narodu wlewał w siebie wódkę, jakby to była woda i trzeba przyznać, że ma facet łeb”. Poseł Żywiec powiedział wczoraj Dziennikowi, że nie czytał artykułu. Ale potwierdził, że brał udział w opisanym szkoleniu. - W ośrodku Daewoo byłem krótko. Od godz. 15 do 18. Reszta to wierutne bzdury. Prawdą jest tylko to, że mam mocną głowę. W niedzielę członkowie Samoobrony zwiedzali Lublin. W programie mieli m.in. wizytę w byłym obozie koncentracyjnym na Majdanku. \"- To gdzie tu, kur..., możemy tego grilla rozpalić? Bo podobno tu jakiś grill macie - zagadnął jeden z panów Krzysztofów. Nie wiedzieć czemu, wypowiedź zszokowała przewodnika, który wezwał straż miejską” - relacjonuje ŻW. Tego dnia przewodnikiem samorządowców był Bogusław Warchulski, prezes Stowarzyszenia Kupców Lubelskich, kandydat Samoobrony na radnego wojewódzkiego. - Ale nie brałem udziału w żadnym incydencie na Majdanku. W ogóle tego dnia nie było mnie tam - oświadczył wczoraj Warchulski. - To się zdarzyło już po obiedzie, kiedy pana Warchulskiego już nie było - precyzuje Hubert Biskupski, autor artykułu. - Ale zaraz dodaje: - Byłem tego świadkiem - zapewnia. O incydencie nic nie wie Edward Balawejder, dyrektor Muzeum na Majdanku: - Żaden z wartowników o takim zdarzeniu mi nie meldował. Ale jeszcze raz to sprawdzę. Reporter ŻW ostatecznie znalazł się na czwartym miejscu na liście Samoobrony do prestiżowej Rady Warszawy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama