Reklama
We wsi panika
Skąd miałem wiedzieć, że moja krowa choruje na tę straszną chorobę (chorobę szalonych krów – red.)? – pyta Józef, rolnik z Krasnego na Zamojszczyźnie. Zanim krowa padła, zabił cielę które urodziła. Cielęcinę jedli wszyscy: Józef, jego żona, dwoje dzieci i teściowa. W sobotę o jego nieszczęściu wiedziała już cała Polska: pod Krasnymstawem (naprawdę chodziło o Krasne) stwierdzono czwarty w Polsce przypadek BSE.
- 04.11.2002 10:29
– Ja swoje lata już mam. Ale o dzieci się niepokoję – mówi rolnik. – Wyczytałem, że objawy mogą wystąpić po dwudziestu latach. Będę już stary. Ale dzieci... – mężczyzna ma łzy w oczach. Na sto procent nie wie, czy mięso cielęcia od chorej krowy może być zagrożeniem dla zdrowia ludzi, czy nie. Lekarze zapewnili Józefa, że choroba nie przenosi się poprzez łożysko ani przez mleko. W telewizji podawali jednak, że może się przenosić poprzez mięśnie.
Żona z dziećmi pojechała na groby. Józef wrócił z kościoła do domu i nie może sobie miejsca znaleźć.
– Wierzę, że mięso cielęcia było zdrowe i nic nam się nie stanie.
Przed kilkoma dniami przyjechała służba weterynaryjna. Wyprowadzili z obory dwie krowy i piękną jałówkę. Oborę zdezynfekowali, a bydło zabrali do utylizacji.
– Jałówka była przeznaczona na krowę. Chciałem ją hodować. Kupiłem ją rok temu w Izbicy, jako cielątko. Razem z matką, która właśnie padła po kolejnym wycieleniu – opowiada rolnik. – Teraz w domu tylko płacz. Te krowy, to były nasze żywicielki. Ja i żona nie pracujemy. Oddawaliśmy mleko do mleczarni i z tego się żyło. Niewykluczone, że krowa była chora już wcześniej, ale kto dziś powie prawdę? Jeździłem teraz do tych ludzi w Izbicy, pytałem, czy krowa nie miała objawów choroby. Zapewniają, że nie.
Krowa trochę dziwnie chodziła. Józef mówi, że w nogach była taka „szmajtława”. Dziwne objawy wystąpiły jednak dopiero w sierpniu tego roku.
– Miała jakąś padaczkę. Stała i nagle wywróciła się na grzbiet. Pomachała trochę nogami i znowu wstała. To trwało kilkanaście sekund; do pół minuty. W życiu nie przyszłoby mi do głowy, że to choroba szalonych krów.
Na początku września krowa miała się wycielić. Wtedy objawy choroby ustąpiły. Dopiero po porodzie wszystko zaczęło się od nowa. Ale zanim padła, cielę już było zjedzone..
Początkowo było podejrzenie, że krowa Józefa mogła być chora na wściekliznę. Z wścieklizną ludzie na wsi obyci. Wiedzą, jak się bronić przed zakażeniem. O BSE nikt wszystkiego nie wie. Kiedy jednak 30 października przyszło do Józefa potwierdzenie, że to BSE, w sąsiedztwie wybuchł niepokój. Sąsiedzi z pobliskiego gospodarstwa zapewnili nas wprawdzie, że oni się niczego nie boją, bo od trzech lat swoich krów nie wyprowadzają z obory, ale w ich głosie i na twarzach malowała się niepewność. Inni nie ukrywali, że bardzo się boją: o swoje bydło i o własne zdrowie.
– Zobaczymy, czy w okolicy nie będzie kolejnych zachorowań.
– W telewizji powiedzieli, że ta chora krowa to w Krasnymstawie. Ja do dziś nie wiedział, że to u nas we wsi – mówi starszy rolnik, zabierający swoje krowy z pastwiska. A ma ich sześć. – Będzie bieda, jak tak się u nas zrobiło. Będzie bieda... – powtarza z niepokojem.
Reklama
Komentarze