Powszechne zaciskanie pasa
Prezydent Zamościa wielkie oszczędzanie rozpoczął od cięcia poborów swoich i swojej zastępczyni. Później sięgnął do kieszeni szefów miejskich spółek. Przyszła też kolej na pracowników magistratu, ale na tym nie koniec.
- 02.02.2003 21:19
Jeszcze zanim Marcin Zamoyski zasiadł na najważniejszym fotelu Zamościa, zapowiedział, że jeśli wygra wybory, okroi prezydenckie pobory. W tej chwili zarabia ok. 6.400 zł (brutto). Na tej decyzji budżet oszczędza miesięcznie 2.300 zł, bo o tyle więcej zarabiał Marek Grzelaczyk.
Mniej, niż jej poprzednicy zarabia też wiceprezydent Iwona Stopczyńska (6300 zł brutto). Zresztą z myślą o oszczędnościach nie powołano drugiego zastępcy prezydenta.
- Wynagrodzenie prezydenta Zamościa i jego zastępcy jest mniejsze od najniższego, które widnieje w tabeli wynagrodzeń dla pracowników samorządowych - mówi Otylia Młynarska-Chojnowska, dyr. wydziału Organizacyjno- Administracyjnego w zamojskim UM.
M. Zamoyski nie zawahał się też sięgnąć do kieszeni zarządów miejskich spółek, których zarobki jeszcze do niedawna przekraczały 9 tys. zł brutto. Prezesi PEC i MZK będą teraz zarabiać o połowę mniej (ok. 4,6 tys. zł). To posunięcie w skali roku da dodatkowo ponad milion złotych.
Nieco niższą, ale mimo wszystko pokaźną kwotę Zamość zaoszczędzi na obniżonych przez prezydenta poborach prezesów PGKiM (teraz 7 tys. zł brutto) i ZGL (prawie 6 tys. zł). Do tego doliczyć należy pieniądze z również okrojonych apanaży wiceprezesów tych jednostek.
Oprócz tego, w porównaniu z rokiem ubiegłym, w tegorocznym budżecie zmniejszono o 10 proc. fundusz płac.
- W samym tylko Urzędzie Miasta ten fundusz jest w tym roku mniejszy o 316 tys. zł - wyjaśnia Młynarska-Chojnowska.
Dokładnie 350 tys. zł uda się rocznie zaoszczędzić na połączeniu Krytej Pływalni i Ośrodka Sportu i Rekreacji. Pieniądze zostaną w miejskiej kasie, bo fuzja będzie pociągnie za sobą redukcje co najmniej 12 etatów. Według wyliczeń urzędników, skoordynowanie pracy obu jednostek stworzy warunki do zwiększenia ich przychodów o 4-5 proc. czyli mniej więcej 100 tys. zł w ciągu roku.
- Będziemy myśleć o kolejnych oszczędnościach, bo jest to jedyna droga, żeby dopiąć budżet miasta - zapowiada Iwona Stopczyńska.
W chełmskim Urzędzie Miasta z 18 wydziałów zostało 15, z 26 stanowisk kierowniczych - 19. Z pracy odeszły 24 osoby. Redukcja liczby stanowisk dyrektorskich ma przynieść rocznie 280 tys. zł oszczędności. Dodatkowe 450 tys. zł to efekt redukcji zatrudnienia.
W lubelskim UM też próbuje się ograniczać wydatki. Gdzie? Głównie w kosztach, związanych z pracą urzędników, którzy będą mieli do dyspozycji o 35 mniej służbowych telefonów komórkowych, a zamiast biletów imiennych komunikacji miejskiej pojawią się bilety na okaziciela. - To pozwoli zaoszczędzić około 100 tysięcy złotych w ciągu roku - ocenia Tomasz Rakowski, rzecznik prezydenta Lublina. (aba)(jaxa)
Stanisław Lesiuk, burmistrz Międzyrzeca Podlaskiego zrezygnował z pobierania premii. -Oszczędzam też na zatrudnianiu urzędników i szefów miejskich jednostek (straży miejskiej). Nie biorę nagród i nie daję ich urzędnikom - mówi Lesiuk. Radzyński burmistrz Witold Kowalczyk, zdecydował, że w porównaniu z poprzednikiem zarobi o ok. 30 proc. mniej. (pim)
Reklama

Komentarze