Roman Parczewski
Należy do grona miłośników starych motocykli, którzy nie wahają się wydawać fortuny, aby przywracać blask nawet 60. letnim maszynom. Ma 38 lat i pochodzi ze Sławatycz.
- 03.06.2003 15:13

Od strony historycznej pasjonuje go również okres wojny i okupacji, który paradoksalnie w bardzo znaczący sposób wpłynął na rozwój światowej motoryzacji. Zbiera liczne pamiątki z tamtych lat. Jak mówi, zabytkowe motocykle to pasja, która pochłania go bez reszty. Przygotowanie techniczne jednego motoru zabiera wiele miesięcy, czasem nawet kilka lat. Egzemplarze odkupuje od okolicznych rolników. Najczęściej są niemal całkowicie zniszczone. Dotychczas udało mu się uratować przed zapomnieniem sześć maszyn. Dalszych kilkanaście czeka na swoją kolej.
- Najtrudniejszym zadaniem jest zbieranie oryginalnych części do motorów. Nie można tego kupić w żadnym sklepie, trzeba wszystkiego poszukiwać na własną rękę, a później prawidłowo poskładać - zaznacza R. Parczewski. W pracy nad zabytkowymi wehikułami pomaga mu wykształcenie, jest ślusarzem-mechanikiem. Nie pracuje jednak w swoim zawodzie. Prowadzi kilkunastohektarowe gospodarstwo rolne. Pieniądze na kosztowne hobby przysyła mu jego matka, która na stałe mieszka w Kanadzie. Pan Roman kilka razy wraz ze swoimi motorami brał udział jako statysta w nagraniach kolejnych odcinków programu telewizyjnego Bogusława Wołoszańskiego \"Sensacje XX wieku”.
Na pytanie o najzabawniejszą historię związaną z życiową pasją odpowiada: - Kilka lat temu przez policjantów zostałem wzięty za żołnierza niemieckiego. Jechałem wtedy w mundurze z repliką karabinu. Stróże prawa na poważnie podeszli do sprawy i zostałem zatrzymany. Dźwięk policyjnego koguta skłonił mnie do tego, aby się \"poddać”. Kilka godzin później wszystko zostało oczywiście wyjaśnione, ale tego dnia było dużo śmiechu - wspomina pan Roman.
Reklama













Komentarze