Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wrócił cały i zdrowy z Ukrainy

Jest! Cały i zdrowy. Trochę zmęczony. Wczoraj w godzinach południowych służby graniczne Ukrainy po 43 godzinach przetrzymywania przekazały stronie polskiej 19-letniego Łukasza Kwaśniaka, ucznia Technikum Budowlanego w Zamościu, który w poniedziałek na skutek utraty orientacji w terenie wylądował swoim szybowcem na polu niedaleko Rawy Ruskiej na Ukrainie.
Wrócił cały i zdrowy z Ukrainy
Łukasz Kwaśniak (Leszek Wójtowicz)
Chłopak miał wrócić do domu we wtorek, ale ukraińscy pogranicznicy nie zdążyli wykonać dokumentacji zatrzymania. – Taka jest procedura – mówi ppłk Marek Dominiak, komendant Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie. – Zatrzymany musiał złożyć po jednej i drugiej stronie granicy wyjaśnienia odnośnie okoliczności, w jakich się znalazł na Ukrainie. – Dobrze, że jest już po wszystkim, chociaż przetrzymał nas trochę urząd celny – powiedział nam mechanik lotniczy Krzysztof Sierak. Kto zapłaci za holowanie szybowca? Aeroklub. Jest u nas taka zasada, że kto w polu wyląduje, ma zapewniony darmowy transport. Szybowiec nie został uszkodzony. Rozmowa z Łukaszem Kwaśniakiem z Aeroklubu Ziemi Zamojskiej • Zmęczony? - Kto by nie był? Dwie nie przespane noce. No prawie nie przespane. Trochę spałem. • Jak doszło do tego, że wylądował pan po ukraińskiej stronie granicy? - Sam nie wiem. Leciałem nad Tomaszowem Lubelskim, ale nie byłem pewny, że to jest właśnie to miasto. Poleciałem dalej... • Kiedy było wiadomo, że coś jest nie tak? - Po wylądowaniu. Szybko podbiegli do mnie jacyś wojskowi. Całą gromadą. Mieli karabiny. Zrobiło się nerwowo. • Co było dalej? - Zabrali mnie na strażnicę, z aparatu fotograficznego zabrali kliszę i rozpoczęły się przesłuchania. Dwa razy dziennie. Pytali, dlaczego przekroczyłem granicę. Może przez ten aparat wzięli mnie za szpiega. • Założyli kajdanki? - Nie. • Ale można się było najeść strachu? - Trochę. Chciałem jak najszybciej wrócić do domu. Ukraińcy obiecywali, że wypuszczą mnie we wtorek. Tak się nie stało. Wtedy pomyślałem, że mogę tam siedzieć i siedzieć. • Jak był pan traktowany przez ukraińskich pograniczników? - Rewelacyjnych warunków nie było. Spałem na podłodze. Na materacu. Nie mogłem kontaktować się z rodziną. Ukraińcy dawali mi jeść, ale jakoś nie mogłem niczego przełknąć. • Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i wrócił pan do domu. Kto czekał na granicy? - Mój ojciec i mechanik z Aeroklubu Ziemi Zamojskiej Krzysztof Sierak. No i funkcjonariusze Straży Granicznej, którym musiałem złożyć wyjaśnienia. • Ta przygoda nie będzie mieć wpływu na dalsze uprawianie szybownictwa przez pana? - Chyba tak, ale nie wiem czy w tym roku wsiądę jeszcze do szybowca. Jeśli chodzi o nielegalne przekroczenie granicy, to raczej nie poniosę większych konsekwencji. Gorzej z klubem. Na pewno będę zawieszony. Na jak długo? To się okaże. • Największe marzenie? - Pójść do domu, wykąpać się i położyć spać. Rozmawiał Leszek Wójtowicz

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama