Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Czekając na nerkę

Niektórzy z nich trzy razy w tygodniu pokonują kilkadziesiąt kilometrów, by w bialskim szpitalu poddać się dializie. Specjalna aparatura pozwala im na lepsze funkcjonowanie.
W powiecie bialskim dializuje się około 60 osób. Dla wielu z nich diagnoza lekarska zabrzmiała jak wyrok. Z upływem czasu oswoili się ze swoją chorobą. Do częstego pobytu w szpitalu przyzwyczaiła się Marianna Kościńska. Czterdziestokilkuletnia kobieta do aparatu sztucznej nerki podłączana jest od 22 lat. - W wieku 24 lat poznałam straszną prawdę. Dowiedziałam się, że mam chore nerki i muszę poddać się dializie. Przeżyłam szok, nie mogłam pogodzić się z tą sytuacją. Myślałam, że niedługo umrę - wspomina o początkach choroby Marianna Kościńska. Osoby dializowane muszą zmienić swój dotychczasowy styl życia i dostosować się do specjalnej diety. Dotyczy ona zwłaszcza picia niewielkiej ilości płynów. -To największy problem. Ma się ogromne pragnienie i trzeba je jakoś oszukać. Czasami się nie udaje, bo człowiek tęskni do odrobiny normalności - mówi pani Marianna. Kiedy dowiedziała się o swej chorobie zrezygnowała z pracy zawodowej i z założenia rodziny. Wybrała samotność, ponieważ nie chciała być dla osoby bliskiej ciężarem. - Na początku źle się czułam. Byłam bardzo osłabiona. Nie chciałam, by ktoś widział jak cierpię - zwierza się kobieta. Po regularnych wizytach w szpitalu osoby poddawane dializie powoli godzą się ze swoją chorobą. Wiele z nich żyje nadzieją na przeszczep nerki. Cierpliwie czekają w swojej kolejce po zdrowie. Jednak nie zawsze nowa nerka właściwie funkcjonuje. -W 1987 roku dokonano mi przeszczepu nerki. Po dziesięciu dniach musiano mi ją wyjąć, ponieważ źle pracowała. Obecnie czekam na nową szansę. Chciałabym odpocząć od szpitala. Zażyć trochę wolności - mówi M. Kościńska. Podobne marzenia posiada Katarzyna Wawryniuk. Ona również ma za sobą nieudany przeszczep. Mieszkanka Międzyrzeca Podlaskiego o swojej chorobie mówi: - Nigdy nie użalałam się nad sobą. Starałam się swoją chorobę czymś rekompensować, na przykład wychowywaniem dziecka. Jestem pierwszą kobietą w Polsce, która po przeszczepie urodziła dziecko - podkreśla Katarzyna Wawryniuk. Zaznacza, iż choroba wiele zmieniła w jej życiu. Musiała zrezygnować z dotychczasowej pracy pedagoga szkolnego i zmienić swe przyzwyczajenia. Z czasem pogodziła się ze swoją sytuacją. - Człowiek nabiera jakiejś pokory. Uczy się żyć inaczej. W takich przypadkach liczy się pomoc rodziny. Ja mogłam na nią liczyć - dodaje K. Wawryniuk. Dla młodych, sprawnie fizycznych osób skierowanie na dializy często brzmi jak wyrok, zapowiedź zmiany trybu życia. Konieczność jakiejś bierności. Od nich zależy, czy pokonają swoje obawy i podejmą walkę o siebie.•

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama