Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Gnojowica z fermy świń w Biszczy w powiecie biłgorajskim zatruwa życie mieszkańcom

Śmierdzi na cała okolicę – skarżą się mieszkańcy Biszczy w powiecie biłgorajskim. Wszystko przez gnojowicę, wylewaną na pola przez pracowników fermy świń.
Od 1970 r. w Biszczy funkcjonuje gospodarstwo hodowlane. Kiedyś należało do PGR w Tarnogrodzie, a od trzech lat jego właścicielem jest Lubelska Korporacja Finansowa. W planie zagospodarowania przestrzennego województwa lubelskiego Biszcza jest jedną z czterech miejscowości sanatoryjnych, posiadających udokumentowane złoża wód mineralnych. – W Wólce Biskiej jest lokalizacja sanatorium na 500 łóżek. Tworzony jest tu obszar chronionego krajobrazu. Cała dolina Tanwi znajdzie się w strefach ochronnych – wyjaśnia Genowefa Tokarska, wójt gminy Biszcza. Tymczasem okolica cuchnie, bo pracownicy fermy wylewają gnojowicę na swoje pola (530 ha – red.). Pani wójt dodaje, że śmierdząca gnojowica płynie czasami rowem do Tanwi. We wrześniu ubiegłego roku LKF złożyła wniosek o rozszerzenie produkcji docelowo o 650 macior w cyklu zamkniętym i dodatkowo 2 tys. macior z produkcją prosiąt. Takie pozwolenia wydaje wojewoda. Urząd Gminy w Biszczy nie wyraża na to zgody. – Produkcja powyżej 1500 sztuk jest już uciążliwa. Nadmierna koncentracja gnojowicy grozi tym, że przedostanie się ona do wód gruntowych – argumentuje Tokarska. W nowym planie zagospodarowania przestrzennego gminy wprowadzono ograniczenie produkcji do 2 tys. tuczników. Do gminy wpłynął już m.in. pisemny protest Zarządu Powiatowego Związku Zawodowego Rolników „Ojczyzna”. Związkowcy domagają się ograniczenia produkcji świń w tym rejonie i szczegółowego zbadania, czy obiekty fermy są przystosowane do utylizacji odpadów. Na alarm biją nawet Polacy z USA. Elżbieta Woś z Toronto ostrzega gminę przed skutkami tworzenia wielkiej fermy. Protesty można zgłaszać do 28 maja. Co na to zarząd korporacji? Od ponad tygodnia usiłowaliśmy skontaktować się w tej sprawie z Grażyną Łojko, prezesem zarządu LKF, ale była zbyt zajęta. Ostatnio urlopuje. – Oprócz pani prezes nikt nie ma uprawnień do rozmowy o fermie – powiedział nam wczoraj Włodzimierz Pouszejko, wiceprezes LKF. Do końca tego roku zakład jest zobligowany do uzyskania tzw. pozwolenia zintegrowanego. Określa ono warunki korzystania z wody, powietrza, ziemi itd. We wniosku o wydanie takiego pozwolenia powinna być informacja o dostosowaniu zakładu do dotrzymywania wszelkich norm z wykorzystaniem najlepszej dostępnej techniki. Na zakład z Biszczy nigdy nie mieliśmy skarg, a podczas kontroli nie dopatrujemy się tam większych nieprawidłowości.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama