Prywatna akcja policjanta na służbie. Chciał pomóc koledze
Policjant odpowie przed sądem za przekroczenie uprawnień. Z akt sprawy wynika, że chciał pomóc koledze w kłopotach z przyjaciółką. Miał jednak pecha, bo trafił na jej męża
- 15.04.2014 20:36

Proces policjanta rozpocznie się w kwietniu w sądzie w Puławach. Tamtejsza prokuratura oskarżyła Tomasza Ch. o przekroczenie uprawnień. Miało do tego dojść w listopadzie 2012, gdy policjant służył w komendzie w Zwoleniu. Jego kłopoty zaczęły się, kiedy zainteresował się mieszkanką Puław, Ewą Ł.
Kobieta w tajemnicy przed mężem, utrzymywała prywatne kontakty ze znajomym policjanta - Kazimierzem R. Relacje między nimi nie układały się najlepiej. I tutaj "z pomocą” miał przyjść policjant.
Z akt sprawy wynika, że Tomasz Ch. sprawdził dane kobiety w Centralnej Ewidencji Ludności. Ustalił jej adres, PESEL oraz dane osób zameldowanych w jej mieszkaniu. Wydrukował też sobie jej zdjęcie i nie mówiąc ani słowa przełożonym, wsiadł do nieoznakowanego radiowozu.
wraz z kolegą z patrolu ruszył do Puław. Nie zastali Ewy Ł. w jej mieszkaniu, ale natknęli się na jej męża. Ten był kompletnie zaskoczony wizytą mundurowych, ale powiedział gdzie jest żona.
Tomasz Ch. ruszył pod wskazany adres. Ewę Ł. spotkał po drodze. Kazał jej wsiąść do radiowozu. Wtedy pojawił się też jej mąż. Mundurowi nie chcieli powiedzieć Krzysztofowi Ł., dlaczego przepytują jego żonę. Kobieta również nie chciała rozmawiać przy mężu. Policjanci zabrali więc Ewę Ł. do puławskiej komendy.
Według śledczych, Tomasz Ch. kazał jej tam napisać oświadczenie, że przeprasza Kazimierza R. i nie będzie próbowała wyłudzić od niego 30 tys. zł. Po wszystkim policjanci wrócili do swojej jednostki.
Po powrocie do domu Ewa Ł. powiedziała o wszystkim mężowi. Jeszcze tego samego dnia pojawił się on w komendzie w Zwoleniu. Domagał się wyjaśnień. Małżeństwo złożyło skargę u komendanta i sprawa trafiła do prokuratury.
Śledczy uznali, że Tomasz Ch. nie miał żadnych podstaw, by sprawdzać dane kobiety. Nie wolno mu też było samowolnie jechać do Puław i zmuszać kobiety do podpisania oświadczenia.
Swoim przełożonym policjant tłumaczył, że w Puławach namierzał mężczyznę poszukiwanego listem gończym. Prokuratura uznała jednak, że policjant przekroczył swoje uprawnienia. Działał na szkodę interesu publicznego i prywatnego samej Ewy Ł.
Tomasz Ch. nie przyznaje się do winy. Odmówił składania wyjaśnień.
Reklama













Komentarze