Reklama
Kanarów ci u nas dostatek
Jeszcze kilka lat temu łapaniem gapowiczów zajmowali się pracownicy Miejskiego Zakładu Komunikacji. W ubiegłym roku ten proceder zwalczały już dwie zewnętrznie działające firmy. We wrześniu pojawiła się kolejna, tym razem z Łodzi.
- 18.11.2004 21:39
Od kilku miesięcy autobusy zamojskiego MZK obsługują trzy firmy kontrolerskie WIKPOL, ARSEN oraz EMK BUS, którą założył były pracownik MZK. W sumie pracuje 25 osób zatrudnianych na umowę zlecenie, a ich wynagrodzenie uzależnione jest od tego, ile pieniędzy uzbierają za wypisane mandaty. – Wcześniej zajmowali się tym nasi pracownicy, ale to się w ogóle nie opłacało. Dlatego postanowiliśmy zlecić to zadanie obcym firmom – mówi Krzysztof Litwin, prezes zamojskiego MZK.
Naloty „kanarów” są niespodziewane. Zazwyczaj dwuosobowe grupy zaczynają kontrole od wczesnego ranka, często pojawiają się kilka razy na tej samej linii. – Wsiadłam do „szesnastki”, przy ulicy Szwedzkiej. Skasowałam bilet i już na następnym przystanku miałam pierwszą kontrolę – relacjonuje pani Barbara z Zamościa. – Zanim dojechałam do szpitala, „bileciku” zażądał kolejny kontroler.
– Przejażdżki bez ważnego biletu wśród mieszkańców miasta zdarzają się coraz częściej. Aby to ukrócić, kontrolerzy muszą działać aktywnie – tłumaczy prezes Litwin. Przyznaje, że nie wszystkim pasażerom się to podoba, o czym świadczą stosy skarg i zażaleń. Litwin nie ukrywa, że niektórzy kontrolerzy zupełnie nie sprawdzają się w swojej roli. Nie przykładają się do pracy, mają słabe wyniki i szybko rezygnują z pełnionej funkcji, bo po prostu przestaje być to dla nich opłacalne.
Największymi osiągnięciami w łapaniu gapowiczów może pochwalić się ARSEN. Tylko w październiku, na terenie Zamościa pracownicy tej firmy przeprowadzili 6 tys. 331 kontroli, wykrywając przy okazji 70 pasażerów bez biletu
Reklama

Komentarze