Podpalacz - reaktywacja?
Gdy nocą zaszczekają psy lub usłyszę jakieś szmery, biorę pałkę i biegnę na podwórko. Długo stoję w ciemnościach i nasłuchuję. Boję się, że znowu w płomieniach stanie mój dom lub stodoła - skarży się 70-letnia mieszkanka Zyń. Od trzech tygodni wieś znowu żyje w strachu.
- 12.12.2004 11:47
Zynie to niewielka, malowniczo położona miejscowość nad Tanwią. W ponad 30 domach żyje kilkadziesiąt osób. Siedem lat temu w pożarze mieszkania żywcem spłonął 65-letni właściciel. Oficjalnie sam zaprószył ogień, ale mieszkańcy wsi różnie wypowiadają się na temat przyczyn tamtej tragedii. Snują własne domysły.
Minęło kilka lat i we wsi znowu zrobiło się gorąco. - Dwa lata temu ktoś podpalił naszą stodołę. Pożar udało się z trudem ugasić. Jednak ogień rozpanoszył się na dobre poprzedniej zimy. To był koszmar! - załamuje ręce 40-letnia kobieta.
Seria podpaleń w Zyniach rozpoczęła się w połowie listopada ub. r. Przez 7 miesięcy z dymem poszły cztery drewniane domy i stodoła. Nie było najmniejszych wątpliwości, że we wsi grasuje podpalacz. Ogień podkładano pod budynki przeważnie w sobotnie noce. Mieszkańcy bali się o swoje zdrowie, życie i dobytek. Nocami wystawiali warty. - Pod koniec listopada ub. roku ktoś podpalił drewniany dom w gospodarstwie, które kupiłam dla dzieci - wspomina 70-latka. - Na szczęście nikogo nie było w domu. Od tego budynku zajął się murowany dom, który stał obok. Języki ognia buchały pod niebo. Budynki nie były ubezpieczone. Tej nocy straciłam prawie cały dorobek życia.
Biłgorajska policja dwoiła się i troiła, żeby złapać podpalacza. Podejrzewano, że sprawcą jest jeden z mieszkańców wsi, 23-letni Jacek P. (personalia zostały zmienione). W maju br. mężczyzna został aresztowany. Sprawa trafiła do biłgorajskiego sądu. - Przyznałem się do winy. Podpalałem budynki sąsiadów. Nie wiem dlaczego to robiłem. Nie wszystko dzisiaj pamiętam. Bardzo tego żałuję - mówi skruszony Jacek P.
Sąd Rejonowy w Biłgoraju skazał go na 1,5 roku więzienia. Kilka tygodni temu prokuratora odwołała się od wyroku do zamojskiego Sądu Okręgowego. Sprawa będzie tam ponownie rozpatrywana na początku stycznia.
- To nic, że chłopak się przyznał. Nie wszyscy u nas wierzą w jego winę. Ludzie mówią, że podpalaczy było kilku, że ktoś Jacka namówił, że to nie on podpalał. Jedni podejrzewają drugich, boją się obcych - powiedział nam jeden z mieszkańców Zyń. Na koniec dodał szeptem: - 13 listopada znowu ktoś podpalił stodołę w sąsiedniej Biszczy. Budynek poszedł z dymem. Podpalacz znów przyszedł w sobotnią noc. Każdy może być jego ofiarą. Nie ma u nas spokoju...
Reklama

Komentarze