Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szkoła nerwów

„Chamki prymitywne” i „niby-magistry”. To tylko niektóre określenia, które słyszymy od pani dyrektor – skarżą się nauczycielki. – Nic podobnego! – oburza się dyrektorka. – Ja tylko wydaję służbowe polecenia.
Zespołem Szkół nr 2 (podstawówka i gimnazjum) w Jaszczowie policja interesuje się od października. – Prowadzimy dochodzenie w sprawie niszczenia dokumentów – wyjaśnia podinspektor Jacek Kucharczyk, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Łęcznej. – Lada moment postawimy zarzuty. Komu? Nie mogę teraz powiedzieć. Dla Marzanny Sych, od ośmiu lat dyrektorki szkoły, to nie pierwszy kontakt z policją. • Część nauczycieli dziwi się, że dyrektorem jest osoba karana w przeszłości za przestępstwa gospodarcze. – Nie będę o tym mówić. To moja prywatna sprawa, która wydarzyła się zanim zostałam dyrektorką szkoły – odpowiada zniecierpliwiona. Z wymiarem sprawiedliwości spotkała się również, gdy nieumyślne spowodowała śmiertelny wypadek. – Jak pani będzie jechać samochodem, też może kogoś potrącić. Prawda? – tłumaczy dyrektorka. Od kiedy w szkole pojawiła się policja, przeciwko dyrektorce wystąpiło kilka pracownic szkoły. Zarzut – nękanie kadry pedagogicznej. – Przy świadkach słyszymy, że jesteśmy „prymitywnymi chamkami i niby-magistrami” – opowiada jedna z kobiet. – To ogromne upokorzenie. Zwyczajny terror, który trwa od dawna – dodają inne. – Pozostało nam tylko pójść z tym do sądu i ujawnić, co się dzieje za murami jaszczowskiej szkoły. – Kiedy zauważyłam, że nie są nam naliczane godziny nadliczbowe, zwróciłam się z tym do dyrektorki – mówi była pracownica szkoły. – Usłyszałam, żebym dała jej spokój. – Potem – twierdzi nauczycielka – dyrektorka utrudniała mi dokształcanie się. Po prostu nie dawała mi wolnych dni, które przysługują uczącym się nauczycielom. Atmosferę zagęszczały docinki i kąśliwe uwagi rzucane pod moim adresem. A na trzy dni przed wakacjami dostałam wypowiedzenie, mimo iż lada moment miałam zostać nauczycielem mianowanym. Dramat. W parę dni musiałam znaleźć nową pracę, bo wiadomo że latem szkoły są zamknięte i dyrektorzy nikogo nie przyjmują – wspomina. – Miałam szczęście, że udało mi się coś znaleźć. Teraz walczy o swoje prawa w Sądzie Pracy. W pozwie domaga się uznania, że bezpodstawnie ją zwolniono. Liczy też na 10 tys. zł odszkodowania. Ale do szkoły w Jaszczowie nie chce wracać. – Tam, gdzie teraz pracuję zobaczyłam, jak powinni być traktowani ludzie. Wcześniej nie miałam pojęcia, że w pracy może być normalnie. Nauczycielki skarżą się też, że są zmuszane do pisania dokumentów ze wsteczną datą. Bo różne papiery, które znajdowały się w sekretariacie, gdzieś zginęły. – Na polecenie pani dyrektor, kadrowa zażądała, abym z datą wsteczną napisała podanie o roczny urlop – skarży się w liście przygotowanym dla kuratora oświaty jedna z kobiet. Ale i na tym katalog oskarżeń wobec szefowej się nie kończy. – Kiedy zostałam zatrudniona w szkole, pani dyrektor ostrzegła, że nie wolno mi rozmawiać z jedną z pracownic – mówi jedna z nauczycielek. – Nie wiedziałam o co chodzi. Wszyscy mnie unikali. Traktowali jak powietrze – wspomina „czarna owca”. – Dopiero po pewnym czasie zaczepił mnie jeden z kolegów. Powiedział, że mu przykro, ale ma zakaz rozmawiania ze mną. Co na to wszystko dyrektorka? – To pomówienia. Wojnę wywołały kobiety, które mają naturę wojowniczek. Na nikogo nie krzyczę. Nikogo nie obrażam. Ja tylko wydaję polecenia – zapewnia Marzanna Sych, kiedy rozmawiamy w jej gabinecie. – Zresztą są nauczyciele, którzy mogą moje słowa potwierdzić. I rzeczywiście. Po chwili do gabinetu wchodzi czworo pedagogów. – 35 lat tu pracuję i wielu dyrektorów przeżyłam. Ale tak dobrego dyrektorstwa tu jeszcze nie było – zachwala kobieta, a inni przytakują. • Skąd wiedzieliście, że trzeba tu przyjść i stawać w obronie szefowej? Ktoś was o to prosił? – Hmm, no nie. Przez przypadek usłyszeliśmy. I przyszliśmy – mówią zmieszani. Skargi na dyrektorkę dotarły też do wójta Milejowa, któremu podlega szkoła w Jaszczowie. Wójt uważa, że konflikt zażegnał. Jak? – Porozmawiałem z jedną i drugą stroną – mówi Tomasz Suryś. Dla Surysia przeszłość pani dyrektor nie ma znaczenia. – O przestępstwach gospodarczych, których miała się dopuścić, nie słyszałem. Zresztą, to nie ja ją zatrudniałem. I formalnie nie mogę nic zrobić. • Ale to przecież pan jest odpowiedzialny za zatrudnianie i zwalnianie dyrektorów szkół? – Zwolnić dyrektora? To wcale nie jest prosta sprawa – kręci głową wójt. Kuratorium Oświaty w Lublinie nie zajmuje stanowiska w tej sprawie. Czeka na pisemną skargę od nauczycieli.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama