Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Prywatny folwark wicedyrektorki

Wicedyrektor Zespołu Szkół nr 2 w podlubelskim Jaszczowie nie mogła się zdecydować. Zgadzała się na rozmowy naszych dziennikarzy z nauczycielami i za chwilę zabraniała. Podobnie z robieniem zdjęć. W końcu wezwała policję.
Wszystko zaczęło się kilka dni temu. Do redakcji Dziennika przyszły nauczycielki z tej szkoły. Skarżyły się na dyrektorkę swojej placówki. Twierdziły, że przełożona nazywała je \"chamkami, prymitywnymi i niby- magistrami”. Opisywały przypadki łamania prawa pracy. Kobiety poskarżyły się też w kuratorium, a jedna z nich złożyła pozew w Sądzie Pracy. W środę w Dzienniku ukazał się artykuł na ten temat. Pani dyrektor Marzanna Sych zaprzeczyła w nim wszystkim zarzutom. - Od tej pory jest jeszcze gorzej - mówi jedna z nauczycielek, która w obawie przez dyrekcją nie chce się przedstawić. Dyrektor Sych jest od środy na zwolnieniu. Zastępuje ją wicedyrektor Małgorzata Orzechowska. - Wicedyrektor wezwała mnie do gabinetu. Dała do zrozumienia, że lepiej jeśli podpiszę się pod listem do kuratorium wychwalającym panią dyrektor - opowiada jedna z nauczycielek. - A ja przecież muszę mieć pracę. Artykuł w Dzienniku był także tematem nadzwyczajnego spotkania grona pedagogicznego z Tomaszem Surysiem, wójtem gminy Milejów. To jemu podlega szkoła w Jaszczowie. Spotkanie niczego nie rozwiązało. - Nikt się nie odważył odezwać. Nie dziwię się, wszyscy są zastraszeni - skarży się kolejna z nauczycielek. Wójt przyznaje, że dyskusja się nie kleiła. - Ja nic więcej nie mogę zrobić. Wczoraj znowu byliśmy w szkole. Przywitała nas pani wicedyrektor Orzechowska. - Nie możecie tu zostać. Jeżeli chcecie z kimkolwiek porozmawiać, musicie poprosić mnie o zgodę. Jesteśmy w szkole i wszystko musi odbywać się za moją zgodą. Wicedyrektor co chwila zmieniała zdanie. Zgadzała się na rozmowy z nauczycielami, po czym zabraniała. Podobnie z robieniem zdjęć. W końcu wezwała policję. - Zostaliśmy wezwani przez wicedyrektorkę. Podobno ktoś tu zakłóca spokój - oświadczył sierżant sztabowy Jarosław Miszczuk z Komendy Policji w Milejowie. • W jaki sposób zakłócamy spokój? Policjant nie potrafił odpowiedzieć. Funkcjonariusze spisali z dokumentów dane naszych dziennikarzy i zażądali opuszczenia szkoły. - Słucham? Szkoła jest miejscem publicznym. Policjanci mogą interweniować wtedy, gdy dziennikarze nachodzą kogoś w miejscu prywatnym, na przykład w domu. Takie rzeczy się zdarzają. Ale w szkole? No, chyba że ktoś w sposób znaczący zakłóca spokój i porządek. Wyjaśnię sprawę.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama