Wisła Kraków w ubiegłym tygodniu dwukrotnie spotkała się z Polonią Warszawa i oczywiście dwukrotnie wygrała – za pierwszym razem w Pucharze Polski i wczoraj w lidze. „Biała Gwiazda” wykorzystała remis Legii z Amicą i umocniła się na prowadzeniu w tabeli piłkarskiej ekstraklasy. Podopieczni Wernera Liczki mają już dziesięć punktów przewagi nad Groclinem Dyskobolią, który zepchnął na trzecią pozycję warszawian.
Wisła miała kłopoty tylko na początku, kiedy Jacek Kosmalski nie trafił czysto w piłkę i kolanem pokonał Radosława Majdana. Rezultat przy Konwiktorskiej ustalił Tomasz Frankowski, który zdobył już 20. gola w tym sezonie. W środę Polonia przyjedzie do Łęcznej, tylko czy wciąż jej trenerem będzie Marek Motyka?
Legia straciła dwa punkty na własne życzenie. Po pierwsze, Marek Saganowski przestrzelił drugi rzut karny, a po drugie, Paweł Kryszałowicz już w doliczonym czasie gry, jak prawdziwy profesor, ze spokojem ograł defensywę gospodarzy.
Odpowiedzią rywali na jedno „oczko” Górnika Łęczna też były zdobycze punktowe. Na plus zaskoczył Górnik Zabrze, który atakował w Szczecinie sporadycznie, ale skutecznie. Debiutujący w roli szkoleniowca Marek Wleciałowski zwyciężył „Portowców” 2:0. – Nie ulega wątpliwości, że Piotrek Lech ma bardzo duży wkład w to, iż wywozimy ze Szczecina trzy punkty – przyznał śląski szkoleniowiec. W obu zespołach roiło się od obcokrajowców.
Jeden punkt dopisała do swojego konta Odra, dla której gola zdobył Jacek Ziarkowski. Po pierwszej połowie w Lubinie trener Odry Franciszek Smuda nie krył złości na swoich podopiecznych: Jeżeli mam przeżyć jeszcze dwanaście takich połówek, jak pierwsza część spotkania z Zagłębiem Lubin, to w poniedziałek idę sobie trumnę zamawiać.
Łęcznian nie zawiodły tylko zespoły z samego dołu – Lech przegrał w Płocku, a GKS Katowice u siebie z Groclinem. Spotkanie
w Katowicach rozegrano bez udziału publiczności, ponieważ GKS nie przedstawił odpowiednich gwarancji i nie uzyskał zgody na organizowanie imprez masowych. – Teraz czekają nas 3–4 spotkania, które zadecydują, czy pozostaniemy w ekstraklasie. Szkoda mi kibiców. Przez trzy dni od rana do wieczora odśnieżali boisko, a mecz oglądali zza płotu. Liczyłem na ich
doping – przyznał Jan Furtok z „Gieksy”. W Lechu nawet minuty nie zagrał Paweł Bugała.
(ogor)
Reklama













Komentarze