Świdnicka Avia uległa wyżej notowanemu Lewartowi Lubartów 0:2. Spotkanie lidera IV ligi z III-ligowcem, rozgrywane było przy bardzo silnym i porywistym wietrze, który uprzykrzał życie piłkarzom.
20.03.2005 22:19
Do stanu boiska nie można było mieć zastrzeżeń, grano na bocznej żwirowej płycie, tuż obok lotniska. Wiatr był jednak tak silny, że zawodnicy obu drużyn często nie panowali nad piłką. Zdarzały się nawet sytuacje komiczne, jak ta, w której wybijającemu z piątego metra Tomaszowi Bednarukowi futbolówkę musiał przytrzymywać bramkarz Marcin Wójcik.
Prowadzenie lubartowianie objęli po stałym fragmencie gry. W 11 min rzut wolny z prawej strony z narożnika pola karnego egzekwował Borys Kaczmarski. Piłkę uderzył głową Marcin Pisarczyk, jego strzał wybronił Marcin Kruk, ale wobec dobitki z dwóch metrów Marcina Nowaka był już bezradny.
Drugi gol padł także po rzucie wolnym, tyle że wykonywanym z głębi pola. Piłkę otrzymał Brzegorz Brzozowski, wypuścił \"w uliczkę” Pisarczyka, a ten będąc sam na sam z bramkarzem Avii nie zmarnował okazji. Swojej szansy nie wykorzystał Paweł Pranagal. Jego uderzenie w 80 minucie trafiło w słupek.
- Z różnych powodów nie grali Łukasz Gieresz i Daniel Szewc oraz kontuzjowany Łukasz Misztal - mówi szkoleniowiec Avii Marek Maciejewski. - Martwią stracone gole, w których zawiniła linia defensywa. Była to już nasza piąta przegrana, na osiem rozegranych sparingów. Nastawiam drużynę na to, by w meczach ligowych strzelała o jednego gola więcej od przeciwnika. Na razie to nam się nie udaje. Co do wiatru... wiał on w oczy, zarówno nam, jak też Lewartowi. Szkoda że w drugiej połowie Andrzej Gutek minimalnie dwukrotnie spudłował.
- Wygrana nas bardzo cieszy - mówi trener Lewartu Arkadiusz Smolarz. - Po raz pierwszy graliśmy na boisku bez śniegu, co było już sporym udogodnieniem. Szkoda tylko, że tak bardzo wiało.
(grom)
Komentarze