Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Piłkarska III liga

Trzy tysiące kibiców Motoru, tęskniących za ligowym futbolem, przybyło na stadion przy Al. Zygmuntowskich, aby obejrzeć derbowy mecz lubelskiej drużyny z Lewartem Lubartów. Pierwsze wiosenne spotkanie wygrali gospodarze, potwierdzając drugoligowe aspiracje. Ładna, słoneczna pogoda dodatkowo zachęciła do odwiedzenia lubelskiego stadionu. Wszyscy byli też ciekawi, jak po zimowej przerwie, o dwa tygodnie dłuższej niż planowano, zaprezentują się nasi trzecioligowcy. Lepsze wrażenie pozostawili po sobie lublinianie, ale tego należało oczekiwać od pretendenta do awansu. Gospodarze przeważali od pierwszej minuty, natomiast Lewart skupiał się przede wszystkim na obronie. - Prowadzenie otwartej gry mogłoby się skończyć katastrofą - mówił przed spotkaniem Arkadiusz Smolarz, trener lubartowian. Defensywne nastawienie ambitnie walczących gości często zmuszało lublinian do ataku pozycyjnego, z którym lublinianie mieli problem. Zawodników może usprawiedliwić fakt, że dopiero od kilku dni trenują w normalnych warunkach, na boisku bez śniegu. Mimo to Motor stworzył kilka sytuacji, z których mogły paść gole. Pierwszą groźną akcję zainicjował Marcin Syroka, ale po jego dośrodkowaniu Piotr Wójcik strzelił głową zbyt lekko. Trzy minuty później Wójcik dokładnie zacentrował do debiutującego w ligowym meczu Grzegorza Szymanka, ale jego \"główka” była minimalnie niecelna. W 20 min Tomasz Bednaruk w ostatniej chwili zablokował Marcina Popławskiego. Więcej szczęścia mieli gospodarze w następnej akcji. Szymanek otrzymał piłkę w polu karnym i kiedy mijał Mateusza Karnasa (wypożyczony z Górnika Łęczna), bramkarz Lewartu ewidentnie sfaulował napastnika Motoru. - Faul był niepotrzebny, ponieważ Szymankowi i tak uciekłaby piłka - skomentował zdarzenie szkoleniowiec Lewartu. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Paweł Zajączkowski, który po chwili uderzył idealnie - w \"okno”, zdobywając pierwszego wiosną, a szóstego w sezonie gola. Zajączkowski zrównał się liczbą trafień z Konradem Nowakiem, który przed rundą rewanżową złamał rękę i w sobotę oglądał kolegów z trybuny. W 43 min gospodarze mieli następną wyborną okazję, jednak niedokładnie przeprowadzili kontratak i trzech lubelskich zawodników tylko napędziło strachu lubartowskiemu obrońcy. Po zmianie stron mecz się trochę wyrównał. W 48 min gorąco zrobiło się pod bramką Motoru, ale defensorzy zdołali powstrzymać Marcina Pisarczyka. W 60 min ponownie na listę strzelców mógł wpisać się Zajączkowski - z 6 metrów trafił w słupek. Tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego, bliski szczęścia był Piotr Prędota. Wychowanek Motoru, teraz wypożyczony z Łęcznej, uderzył głową (po dośrodkowaniu Daniela Koczona), a Karnas z trudem opanował piłkę. Lublinianie odnieśli zasłużone zwycięstwo, chociaż na pewno jeszcze nie zademonstrowali wszystkich umiejętności. Z kolei dla Lewartu występ na lubelskim boisku był poligonem doświadczalnym. Lubartowianie najpóźniej rozpoczęli przygotowania do rundy, w ich zespole zaszło sporo zmian kadrowych i w sobotę rywalizowali z czołowym III-ligowcem. W innych meczach wyniki powinny być lepsze, a utrzymanie nadal jest realne. Artur Toruń Motor Lublin - Lewart Lubartów 1:0 (1:0) BRAMKA Zajączkowski w 31 min z rzutu karnego SKŁADY Motor: Rachowski - Kubiak, Maciejewski, Jaroszyński, Chmura - Syroka (87 Prędota), Ławecki (73 Golisz), Wójcik, Zajączkowski - Szymanek (90 Kamiński), Popławski (73 Koczon). Lewart: Karnas - Mitura, Bednaruk, Nowak - Palica (78 Chrupałła), Szczawiński, Brzozowski (83 Kaciczak), Kaczmarski, Onofryjuk (85 Boguszewski) - Klepacz, Pisarczyk (78 Serwin). Żółte kartki: Nowak i Pisarczyk (obaj Lewart). Sędziował: Przemysław Przesmycki (Łódź). Widzów - 3 tys. Arkadiusz Smolarz (Lewart Lubartów) - Motorowi gratuluję zwycięstwa. Gospodarze byli lepsi, dobrze operowali piłką, ich gra była zorganizowana. My mogliśmy przeciwstawić tylko ambicję i w ten sposób zniwelować różnicę. I kto wie, jak potoczyłoby się spotkanie, gdyby Karnas nie popełnił błędu, niepotrzebnie faulując Szymanka. Mieliśmy też sytuacje strzeleckie, jednak naszym akcjom brakowało wykończenia. • Jerzy Krawczyk (Motor Lublin) - Po długim, już nużącym, okresie przygotowawczym, sam byłem ciekawy jak zaprezentuje się mój zespół. Widać, że w naszej grze brakuje jeszcze swobody, ale nie było wielu okazji do treningu na normalnej, w miarę suchej murawie. Brakowało też szczęścia, bo w meczu z Lewartem okazje do zdobycia goli były. Z kolei przeciwnik groźnie wykonywał stałe fragmenty gry. To jego silna broń, na którą szczególnie uczulałem. W sumie jestem zadowolony z wyniku, bo w derbach wszystko jest możliwe. Święta spędzimy spokojnie. • W dobrych nastrojach • Święta spędzisz w dobrym nastroju, zwłaszcza że strzeliłeś dla swojego zespołu pierwszą bramkę w rundzie rewanżowej... – Przede wszystkim cieszy zwycięstwo, styl trochę mniej. Zdobyliśmy cenne trzy punkty i zrobiliśmy mały kroczek w... wiadomym kierunku. • Masz uwagi do stylu gry. Co najbardziej szwankowało? – Myślę, że gra piłką i to co potrafimy najlepiej, krótkie wymiany z akcjami oskrzydlającymi. Za dużo było strat, niedokładnych podań. I znowu ta skuteczność. Nie jest taka, jakiej byśmy sobie życzyli. Wszystkie te elementy musimy poprawić. Po zimie, od nowa poznajemy trawę, zielone boiska i po kolejnych treningach może być tylko lepiej. • W spotkanie włożyliście dużo wysiłku... – Boisko było dosyć miękkie, w trakcie meczu zrobiło się grząsko. Muszę przyznać, że biegało się z dużym trudem, nogi siadały i teraz trzeba trochę odpocząć. Mamy dwa dni wolnego, a później do roboty. • Przez zimowe miesiące i tak ciężko pracowaliście... – Na pewno tak. Każdy z nas chciał się jak najlepiej przygotować. Nikt się nie oszczędzał. Jest nas dużo. Praktycznie każdy może wejść i grać, zastąpić kolegę. Nie ma pewnej jedenastki, dlatego rywalizujemy o miejsce w składzie. Każdy pracuje dla siebie, sumiennie wykonując obowiązki. To powinno procentować w lidze. Rozmawiał Artur Toruń Nadrabialiśmy ambicją • Ponownie zagrałeś przy Al. Zygmuntowskich, chociaż tym razem jako gość, w barwach Lewartu Lubartów... - Na boisku czułem się jak u siebie, ale pozostał pewien niedosyt. Sądzę, że mogłem wypaść lepiej, mogliśmy też pokusić się o remis, chociaż ograniczaliśmy się do defensywy. W sumie nasza gra nie była zła. Szkoda że gola straciliśmy z karnego, po niepotrzebnym faulu. • Jednak gospodarze przewyższali was w każdym elemencie... - Motor jest dobrze poukładany, lepiej przygotowany do rundy. U nas były pewne zawirowania, które zakłóciły rytm pracy. W sobotę mogliśmy nadrabiać tylko walką i sądzę, że byliśmy wymagającym przeciwnikiem. Na pewno daliśmy z siebie wszystko, nikt się nie oszczędzał. Poza tym w pierwszym meczu na trawie widać było wszystkie mankamenty. • W zespole jest kilku nowych, młodych zawodników. Jak ich oceniasz? - Powinni być wzmocnieniem zespołu, ale muszą się ograć. Pisarczyk, Chrupałła, to ciekawi zawodnicy. Rozmawiał Artur Toruń

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama