Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szok!

Już w poprzednich dwóch meczach Górnik był bliski odniesienia zwycięstw, ale zawsze na przeszkodzie stawał brak skuteczności. W trzecim podejściu wreszcie się udało i to na wyjeździe z Odrą, która, jak można było odnieść wrażenie, dysponowała patentem na łęcznian. Mecz w Wodzisławiu zaprzeczył wszystkiemu - i sposobowi Odry, i wyjazdowej niemocy, i indolencji strzeleckiej.
Na mecz z Odrą trener Bogusław Kaczmarek dokonał kilku roszad w składzie. Na prawą obronę powrócił po kartkach Grzegorz Bronowicki, a na prawą stronę pomocy Sebastian Szałachowski. W linii ofensywnej od pierwszej minuty pojawił się Cezary Kucharski, a w polskiej ekstraklasie zadebiutował, w roli defensywnego pomocnika, Anto Petrović. Boisko rywala sprawiło, że Górnik mógł grać to co lubi, czyli z kontry. Szybcy jak wiatr skrzydłowi Sławomir Nazaruk i Sebastian Szałachowski, na ciężkim boisku spowodowanym padającym deszczem, nieustannie nękali wodzisławską defensywę, która, korzystając z porównania Franciszka Smudy, poczynała sobie gorzej od... trampkarzy. Bo i faktycznie można było odnieść wrażenie, że obrońcy Odry nie za bardzo widzieli co się dzieje, a pierwszym adekwatnym przykładem była akcja z 18 min. Po wymianie piłki Nazaruka z Kucharskim, ten pierwszy znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i strzałem w krótki róg otworzył rezultat. Pięć minut potem doszło do podwyższenia. Kucharski zgrał piłkę głową przed bramkę do Andrzeja Kubicy, którego \"główka” po rękach Mariusza Pawełka ugrzęzła w siatce. Za moment było już 3:0. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Ronalda Siklicia na polu karnym gospodarzy doszło do dużego zamieszania, aż wreszcie do piłki dopadł Szałachowski i przepięknym uderzeniem z półprzewrotki trafił pod poprzeczkę. Dopiero wtedy Odra spróbowała mocniej zaatakować. Najpierw zza pola karnego strzelał Mariusz Muszalik, ale piłkę wypiąstkował Andrzej Bledzewski, a Tomasz Szewczyk uderzeniem z 15 m ostemplował poprzeczkę. W razie potrzeby udanie interweniowali też obrońcy, tak jak po kopnięciu Michała Stasiaka piłkę zablokował Bartosz Jurkowski. Jednak na więcej miejscowych nie było już stać. A w dodatku w doliczonym czasie pierwszej połowy otrzymali czwarty cios - nokautujący. Z rzutu wolnego z ponad trzydziestu metrów piłkę kopnął Siklić, wybić jej nie potrafił Stasiak, co skrzętnie wykorzystał szybki \"Szałka”, wygrywając pojedynek z Pawełkiem. - Wcześniej mieliśmy problem ze skutecznością, ale wreszcie się udało - cieszył się w przerwie Sławomir Nazaruk. Jeszcze większe powody do radości miał Siklić, który przecież przed rokiem był zawodnikiem Odry. - Ale nie mam żalu o to, że musiałem odejść. Jestem teraz w bardzo dobrym klubie. Druga część była tylko formalnością. W Wodzisławiu mieli już dość futbolu, wciąż popełniali karygodne błędy w obronie i mogli przegrać znacznie wyżej. Dogodne okazje mieli Nazaruk, który chyba niepotrzebnie zdecydował się na podanie do Kubicy zamiast strzelać oraz Szałachowski, od którego lepszy w sytuacji sam na sam okazał się Pawełek. Groźnie nad bramką uderzał również Kubica. Napastnik Górnika miał za to współudział przy ostatnim golu, kiedy po jego strzale piłkę odbił bramkarz Odry, ale dopadł do niej Kucharski i pomimo asysty dwóch defensorów, skierował futbolówkę do siatki. Pomimo utraty pięciu goli i tak najmniej pretensji można mieć do Mariusza Pawełka, który uchronił swój zespół od totalnej kompromitacji. - Ale i tak będę mocno przeżywał ten mecz, bo pięciu goli w ekstraklasie dotąd nie puściłem - nie szukał pocieszenia śląski golkiper. A i Odra dotąd nie przegrała tak wysoko w historii swoich występów w ekstraklasie. Za to Górnik jeszcze nigdy wcześniej nie zwyciężył tak wysoko! (ogor) BRAMKI 0:1 - Sławomir Nazaruk (18), 0:2 - Andrzej Kubica (23), 0:3 - Sebastian Szałachowski (25), 0:4 - Sebastian Szałachowski (45), 0:5 - Cezary Kucharski (67). SKŁADY Odra: Pawełek - Grzyb, Dymkowski, Stasiak, Popow (83 Myszor) - Masłowski, Muszalik, Zganiacz (46 Kubisz), Rocki - Ziarkowski, Szewczuk (61 Woś). Górnik: Bledzewski - G. Bronowicki, Jurkowski, Popiela, Siklić - Szałachowski, Nikitović, Petrović (56 Wędzyński), Nazaruk (80 Madej) - Kucharski (69 Jezierski) - Kubica. Żółte kartki: Łukasz Masłowski, Marek Kubisz, Wojciech Myszor (Odra) - Grzegorz Bronowicki, Bartosz Jurkowski (Górnik). Sędziował: Zdzisław Bakaluk (Olsztyn). Widzów: 1500. Franciszek Smuda - trener Odry - Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek w swojej karierze przegrał tak wysoko. W ogóle mało spotkań przegrałem. Takiego meczu jeszcze nie przeżyłem. 20 minut i wynik 0:3. Nie wiem czym wytłumaczyć takie błędy w tyłach, których chyba nie popełniają nawet trampkarze. Mam nadzieję, że ten zespół wyciągnie wnioski. Zabrakło na pewno kogoś, kto wziąłby na siebie odpowiedzialność i rozegrał piłkę. Bogusław Kaczmarek trener Górnika - Mówiłem, że po zmianach kadrowych to będzie inny zespół niż jesienią. Teraz gramy, a nie kopiemy piłkę. Cieszę się, że zespół potwierdził moje zapowiedzi, że Górnik w rundzie wiosennej będzie lepszą drużyną, grającą z większym polotem. Przed wyjazdem do Wodzisławia napastnicy Górnika mieli najgorszy dorobek spośród zespołów ekstraklasy, razem z atakiem GKS Katowice. Jednak ostatnia kolejka zmieniła ten układ. Teraz na samym dnie znaleźli się \"snajperzy” Odry, których wyprzedzili również katowiczanie (16 goli). W piętnastu wcześniejszych meczach \"zielono-czarni” mieli zdobytych tylko 14 goli. W jednym powiększyli sumę o pięć! To najlepsza zdobycz łęcznian do tej pory w ekstraklasie. Wcześniejszym rekordem było zwycięstwo 4:1 nad GKS Katowice jesienią 2003 roku. Ubiegły rok był koszmarny dla Górnika. Wiosną tylko 10 punktów i... 6 strzelonych bramek, a jesienią 12 punktów i 13 bramek. Dla porównania w rundzie rewanżowej tego sezonu, w jego trzech spotkaniach, zgromadził już pięć \"oczek” i sześć goli. Tyle co przez całą rundę poprzedniego sezonu. 5:0 łęcznianie wygrali po raz ostatni 16 listopada 2002 roku, w drugiej lidze, w derbach z Hetmanem Zamość. Najwyższe zwycięstwa w tym sezonie: Zagłębie - GKS 7:0, Zagłębie - Wisła Kraków 1:7, Pogoń - Wisła Kraków 0:5, Odra - Górnik Łęczna 0:5, Groclin - Polonia 5:0, Wisła Kraków - Górnik Łęczna 5:1. Najpierw razem grali w trzecioligowej Granicy Chełm, a później w Hetmanie Zamość. Ich drogi rozeszły się po sezonie 2002/03, kiedy Jacek Ziarkowski przeszedł do Odry Wodzisław, a Artur Bożyk (odrzucił wtedy ofertę Odry) do Górnika Łęczna. Szkoleniowcami \"zielono-czarnych” byli wówczas Paweł Kowalski i Waldemar Wiater. Trener Wiater Artura zdążył poznać znacznie wcześniej, kiedy był trenerem trzecioligowej Granicy Chełm. W zespole miał w tamtym czasie też Jacka Ziarkowskiego oraz Pawła Zajączkowskiego i całej trójce przepowiadał zrobienie piłkarskich karier. Miał rację, bo wszyscy trafili na pierwszoligowe boiska (\"Zając” z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski). W sobotę drogi Bożyka i Ziarkowskiego znowu się zeszły, ale już w przeciwnych zespołach. Przed meczem \"Ziaro” mówił: Poprzedni rok był chyba najgorszy w mojej dotychczasowej karierze. Jednak mam nadzieję, że limit pecha już wyczerpałem. W tej chwili najważniejsze jest, że zdrowie mi wreszcie dopisuje. Widziałem Górnika w rundzie wiosennej i wiem, że czeka nas bardzo trudne zadanie, ale na własnym boisku powinniśmy postarać się o zwycięstwo. To było jednak tylko pobożne życzenie. Górnik rozbił Odrę, a Ziarkowski, jak cały zespół gospodarzy, rozczarował. Zresztą trener gospodarzy, Franciszek Smuda, nie ukrywał pretensji do wodzisławskich napastników. Grę kolegi z dawnego zespołu obserwował z ławki rezerwowych Bożyk, któremu Bogusław Kaczmarek nie dał tym razem szansy wybiegnięcia na murawę. - Trudno mi oceniać Jacka... Raczej nie miał klarownych sytuacji do zdobycia gola, w przeciwieństwie do nas. My wreszcie byliśmy bardzo skuteczni - powiedział Artur. Jan Woś pomocnik Odry - W pierwszych 25 minutach spotkania goście nas znokautowali. Posypały się gromy na defensorów, ale po prostu cały zespół zagrał słabo. To dotyczy również napastników. Nie potrafiliśmy się przedostać na pole karne Górnika, nasze dośrodkowania były umiejętnie blokowane. Rywale nastawili się na kontrataki i trzeba przyznać, że to im doskonale wychodziło. My natomiast zamierzaliśmy prowadzić grę i zupełnie nam to się nie udawało. s Mariusz Pawełek, bramkarz Odry - Nie przypominam sobie, abym musiał wyjmować pięciokrotnie piłkę z siatki. Jeśli już, to może zdarzało się to w drużynie rezerwowej, ale tylko raz lub dwa. Nie możemy tak łatwo przegrać meczu. W środę czeka nas kolejne spotkanie z Cracovią i trzeba się jak najszybciej odbudować, zapomnieć o wpadce z Górnikiem Łęczna. Trudno tak na gorąco, zaraz po meczu, stwierdzić czy byłem w stanie zapobiec utracie którejś z bramek. W przerwie w szatni było cicho, trener nas mobilizował, nie krzyczał, widocznie nie chciał nas \"dobijać” jeszcze bardziej. Mieliśmy pokazać inny charakter, ale nic z tego nie wyszło. Po meczu próbował mnie pocieszać Andrzej Bledzewski, który powiedział, że też miał takie przypadki i aby się nie martwić. Posłuchałem starszego kolegi. s

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama