PIŁKARSKA III LIGA • Pierwsza porażka Motoru w rundzie wiosennej
W spotkaniu na szczycie grupy czwartej III ligi Heko okazało się lepsze od Motoru. To dopiero pierwsza porażka podopiecznych Jerzego Krawczyka w rundzie rewanżowej, ale szalenie istotna. Zespół z Czermna umocnił się na pierwszym miejscu w tabeli, gwarantującym bezpośredni awans. - Ale to jeszcze nie koniec sezonu - pociesza Paweł Zajączkowski.
- 18.05.2005 23:25
O tym meczu mówiło się już od kilku dni. Nie tylko dlatego, że był to szlagier, w którym lider podejmował wicelidera. Dodatkowe emocje, niekoniecznie tylko sportowe, wzbudziły próby przełożenia spotkania przez Heko. Podkarpacki Związek Piłki Nożnej najpierw wyznaczył nowy termin, a później, między innymi pod wypływem protestu lublinian, nakazał grać zgodnie z zaplanowanym rozkładem jazdy. Nic więc dziwnego, że na trybunach stadionu w Czermnie zasiadło sporo piłkarskich osobistości, z Witem Żelazko, Czesławem Palikiem i Janem Złomańczukiem na czele.
Heko, prowadzonemu przez Pawła Kowalskiego, nie udało się przesunąć spotkania i chyba nie żałuje. W nieustannie padającym deszczu, przenikliwym zimnie, na zlanym wodą boisku gospodarze prezentowali się korzystniej od Motoru, stwarzali groźne sytuacje i zasłużenie dopisali do swojego dorobku trzy punkty. A lublinianie... Nie oddali ani jednego celnego strzału...
Początek należał do gospodarzy. Już w 6 min oko w oko z Bartoszem Rachowskim znalazł się Arkadiusz Gondzia, ale lubelski bramkarz popisał się udaną interwencją. Za chwilę Gondzia znowu próbował pokonać Bartka, dla odmiany uderzeniem z dystansu, jednak ponownie bez efektu. Po okresie walki w środkowej strefie boiska Motor wreszcie oddał strzał na bramkę Heko, lecz piłka po kopnięciu Pawła Maziarza minęła cel. Ripostą miejscowych była minimalnie niecelna próba w wykonaniu Krystiana Kanarskiego.
Rozstrzygająca dla losów meczu okazała się 53 minuta, kiedy Paweł Zawistowski wpakował piłkę pod poprzeczkę lubelskiej bramki. Rachowski nie miał szans. Niewiele potem mogło być już 2:0, ale Krzysztof Zawadzki kopnął tuż przy słupku. Po stracie gola Motor zaczął grać energiczniej, tyle że jego akcje kończyły się przed polem karnym rywali. Najgroźniej było w 70 min, gdy uderzenie Grzegorza Szymanka w ostatnim momencie zablokował Dariusz Walęciak. Bliski powodzenia był jeszcze w doliczonym czasie Michał Maciejewski, główkując obok bramki, po rzucie rożnym wykonywanym przez Marcina Syrokę.
Reklama













Komentarze