Trzeba przyznać, że miejscowi kiepsko weszli w mecz. Mimo wszystko uśmiechnęło się do nich szczęście. W 23 minucie na prowadzenie wyprowadził ich Bartłomiej Poleszak. Co więcej, „Świdnia” miała jeszcze kilka dogodnych okazji. Jednej nie wykorzystał Poleszak, a dwa razy na minimalnym spalonym był Wojciech Białek.
Kiedy rywale wyrównali na 1:1, to gra całkowicie posypała się gospodarzom. Akcja ekipy z Połańca zaczęła się od dalekiego wyrzutu piłki z autu, a skończyła rzutem rożnym, po którym do siatki trafił Michał Smoleń.
Niedługo później rywale zaliczyli drugie trafienie i już do przerwy odwrócili losy spotkania. Po wznowieniu gry dublet zaliczył Adam Kramarz, dzięki czemu Czarni wracali do domu z zasłużonym kompletem punktów.
– Prowadziliśmy, ale wcale nie zaczęliśmy dobrze tego spotkania. Zagraliśmy bardzo słabo, a przeciwnik był lepszy pod każdym względem: bardziej zdeterminowany, zaangażowany, ale sytuacje tworzył tylko po stałych fragmentach gry. My chociaż zupełnie nie realizowaliśmy założeń, bo wszystko robiliśmy na odwrót, to mieliśmy swoje dwa-trzy momenty. Po przechwytach mieliśmy swoje sytuacje i mogliśmy nawet prowadzić 3:0 – wyjaśnia Łukasz Jankowski.
– Nasze okazje nie wynikały jednak z dobrej dyspozycji, bo to były bardzo proste akcje: przechwyt i dwa podania. Przeciwnik do momentu zdobycia pierwszego gola specjalnie nam nie zagrażał. Później po wyrównaniu mecz się dla nas skończył. Od razu były spuszczone głowy, a rywale przejęli kontrolę. Uważam, że wynik 1:4, to najniższy wymiar kary – dodaje opiekun „Świdni”.
Jego podopieczni z dorobkiem 19 punktów są na przedostatnim miejscu w tabeli. Znajdująca się „oczko” wyżej Stal Kraśnik ma cztery punkty więcej. Sokół Kolbuszowa sześć, a Cracovia II siedem.
Świdniczanka – Czarni Połaniec 1:4 (1:2)
Bramki: Poleszak (22) – Smoleń (36), Paszczela (42), Kramarz (61, 77).
Świdniczanka: Śliwka – Szatała, Figiel, Mykytyn, Dubiel, Konojacki, Szymala, Tymosiak, Łuczuk, Poleszak, Białek (81 Guzewicz).














Komentarze