Marek Sadowski, jak mało który trener czwartej ligi, doskonale zna obiekt Lublinianki. Jeszcze dziesięć lat temu bronił barw jedenastki z Wieniawy, a w sobotę ponownie przyszło mu stawić czoło swojej byłej drużynie. Prowadzeni przez niego Czarni Dęblin zawiesili gospodarzom wysoko poprzeczkę, wywożąc remis. W sobotnie popołudnie najwięcej powodów do zadowolenia mieli bez wątpienia Łukasz Gromba i Wojciech Białek (na górnym zdjęciu w środku). Obaj napastnicy przełamali swoje mało chlubne serie meczów bez bramki. Ten pierwszy - napastnik Lublinianki - trafił do siatki po ośmiu meczach, natomiast Białek na ósmego gola czekał jeszcze dłużej, bo... trzynaście kolejek.
- Pozostał niedosyt, bo mogliśmy wygrać. Do swoich zawodników mogę mieć pretensje, za to, że zbyt łatwo dopuszczali rywali do sytuacji strzeleckich. Ponownie miałem krótką ławkę i wreszcie muszę zrobić \"porządek” z tymi zawodnikami, którzy nie przyjeżdżają na mecze - powiedział Marek Sadowski, który przeciwko Lubliniance wystawił debiutanta Bartłomieja Januszko. - Nam już nic nie grozi, więc niech się ogrywa - dodał szkoleniowiec Czarnych.
Dęblinianie mecz kończyli w \"dziesiątkę”, bo w 66 min drugą żółtą kartkę obejrzał Piotr Kardas. Po meczu piłkarz miał żal do arbitra za usuniecie go z murawy. - Gdyby nie to, moglibyśmy pokusić się o wygraną. Druga kartka była niesłuszna. Trafiłem w piłkę czysto - wyznał zawodnik. Mimo liczebnego osłabienia, przyjezdni nie dość, że zdobyli gola, to jeszcze wyszli na prowadzenie 3:2. Na listę strzelców wpisał się Rafał Dryk, który uzyskał bramkę już w drugim meczu z rzędu. Remis uratował Gromba. - Co z tego, że strzeliłem dwie bramki, skoro nie wygraliśmy - rozprawiał po ostatnim gwizdku Łukasz Gromba. Lubelski napastnik nie chciał wypowiadać się na temat swojego ewentualnego opuszczenia po sezonie Wieniawy. - O nic proszę nie pytać, bo nic nie powiem. Jedyną ofertą była propozycja Avii, która wiemy jak się skończyła - podsumował napastnik.
(map)
Komentarze