Śmierć na własne życzenie
35-letni rolnik został zmiażdżony przez prasę do słomy, a stało się to na oczach jego pięcioletniego synka. To nie jedyna ofiara weekendowych wypadków, którym można było zapobiec.
- 15.08.2005 20:31
Ta tragedia wstrząsnęła nawet policjantami, którzy widzieli już niejedno. W sobotę rano w miejscowości Ossówka (gmina Leśna Podlaska) 35-letni Grzegorz S. postanowił zebrać słomę z pola. Wyjechał na nie ciągnikiem wyposażonym w maszynę do tzw. belowania. Zabrał ze sobą pięcioletniego synka. W pewnym momencie Grzegorz S. zeskoczył z ciągnika i próbował poprawić coś w pracującej cały czas maszynie. Skończyło się to dla niego tragicznie - belarka wciągnęła go do środka. Widział to zszokowany pięciolatek. Dziecko natychmiast pobiegło wezwać pomoc. Rolnik zginął jednak na miejscu, został dosłownie zmiażdżony.
Dwie godziny po tragedii w Ossówce w miejscowości Radzięcin (gmina Frampol) 37-letni Ryszard D. przycinał deski szlifierką. Wystarczyła chwila nieuwagi i maszyna przecięła mężczyźnie tętnicę w pachwinie. Ryszard D. wykrwawił się zanim nadeszła pomoc.
Dzień wcześniej w miejscowości Błażek (gmina Batorz) 16-latek brał prysznic. Najprawdopodobniej źle zabezpieczona instalacja elektryczna w łazience sprawiła, że poraził go prąd. Nastolatek zginął na miejscu.
Także w piątek wydarzyła się kolejna tragedia tego weekendu - na 61-latka ścinającego drzewo pod Szczebrzeszynem przewrócił się dąb. Mężczyzna zginął na miejscu.
Czarną listę zamyka kierowca ciągnika z Zarajca Potockiego (gmina Janów Lubelski). W niedzielę zjechał na pobocze, jego pojazd przewrócił się i śmiertelnie go przygniótł.
Pośpiech, nieuwaga, zły stan techniczny maszyn, to najczęstsze przyczyny wypadków w gospodarstwach rolnych. Każdego roku w około 2 tysiącach takich zdarzeń w województwie ginie od dziesięciu do kilkunastu osób. W miniony weekend zginęło pięć.
Grzegorz Praczyk
Reklama













Komentarze