Rozmowa z Tomaszem Miszczukiem, wicemarszałkiem województwa lubelskiego
- 19.08.2005 11:54
• Jest pan gorącym zwolennikiem utworzenia nowego klubu koszykarskiego i szybkiego uzdrowienia sytuacji w lubelskim baskecie. W stowarzyszeniu udziały mają mieć Start i AZS. Dlaczego w tym przedsięwzięciu muszą uczestniczyć członkowie zadłużonych klubów? Z różnych stron docierają do nas opinie, że skoro nadszedł czas na zmiany, to może lepiej byłoby zaangażować w projekt zupełnie nowych ludzi...
- I to byłoby najprostsze, może nawet najbardziej racjonalne rozwiązanie, jednak część osób, związanych ze Startem i AZS, klubami bardzo zasłużonymi dla rozwoju koszykówki na Lubelszczyźnie, mogłaby podnieść larum, że chcemy pogrzebać ich dorobek. Należało zatem wybrać drogę trudniejszą, ale dającą szansę zintegrowania całego środowiska. Negocjujemy, przekonujemy, licząc na dobrą wolę zainteresowanych stron.
• Niedawno odbyło się spotkanie z prezydentem Lublina Andrzejem Pruszkowskim, który także sprzyja idei utworzenia nowego stowarzyszenia. I nadal jest szansa powrotu do pierwszej ligi, oczywiście po wykupieniu \"dzikiej karty”. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Polski Związek Koszykówki jeszcze trzyma miejsce dla drużyny z Lublina...
- Nowy klub mógłby liczyć na pomoc prezydenta - dofinansowanie z puli promocji miasta. Zespół występowałaby w nowej hali, na czym także zależy prezydentowi Pruszkowskiemu.
• Urząd Marszałkowski również deklaruje wsparcie.
- Drużyna może liczyć na zwrot kosztów organizacji meczów (sędziowie, obserwator, obsługa medyczna - red.) oraz wyjazdów na spotkania (koszty podróży, zakwaterowania, wyżywienia - red.). Koszykarze oczywiście nie byliby wyjątkiem, ponieważ podobne wsparcie otrzymują inne kluby, występujące w wyższych klasach rozgrywkowych.
• Co stanie się, jeżeli zarządy Startu i AZS nie dojdą do porozumienia i nie będą chciały uczestniczyć w tworzeniu nowego klubu?
- O ile wiem, ludzie którzy już zajmują się stowarzyszeniem, są na tyle zdeterminowani, że rozważą wariant bez udziału Startu i AZS. Sądzę, że byłaby to ostateczność. Na razie lepiej negocjować, aż do wyczerpania wszystkich argumentów.
• Zajmie pan miejsce w zarządzie nowego stowarzyszenia?
- Nie. Ja tej inicjatywie mogę tylko kibicować, w miarę możliwości pomagać. Nie jest tajemnicą, że bardzo lubię koszykówkę. Cieszyłem się, kiedy do Lublina przyjeżdżały najlepsze polskie zespoły. Chciałbym, aby kiedyś powróciły dobre czasy.
• Zatem jaki może być skład zarządu?
- Nie wyobrażam sobie, aby w kierownictwie klubu zabrakło miejsca dla przedstawiciela sponsora lub kilku sponsorów, którzy powinni wiedzieć, jak są wydawane ich pieniądze. Moim zdaniem to najzdrowszy układ.. Jeżeli Start i AZS zadeklarują swój udział, to i członkowie tych klubów muszą zasiąść w zarządzie, podobnie jaki i inne osoby z szeroko pojętego środowiska koszykarskiego. Nie brakuje w nim ludzi znających temat. Jeżeli kogoś można dodać, to ewentualnie reprezentantów Urzędu Miasta i Urzędu Marszałkowskiego.
• Czy pańskie zaangażowanie w koszykówkę nie odbywa się kosztem innych dyscyplin?
- Wręcz przeciwnie. Szczególnie troszczymy się o sport młodzieżowy, ponieważ bez niego nie ma mowy o sporcie profesjonalnym. Dlatego przewidujemy zwiększenie budżetu na szkolenie właśnie młodzieży. Duży nacisk kładziemy na promocję województwa poprzez sport. A do zadań już wykonywanych, dołożymy nowe. Chcemy wygospodarować dodatkowe środki na dosprzętowienie klubów. Poza tym staram się nie opuszczać imprez sportowych. Można mnie spotkać na meczach piłkarskich, żużlowych i innych zawodach.
Rozmawiał Artur Toruń
Reklama













Komentarze