Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

IDEA EKSTRAKLASA * Górnik Łęczna przegrał z beniaminkiem z Bełchatowa 0:2 * Gospodarze kończyli mecz w dziewiątkę

Piłkarze Górnika Łęczna mieli wreszcie skończyć z remisami. I rzeczywiście, skończyli. W sobotę podopieczni trenera Bogusława Kaczmarka... przegrali na własnym boisku z beniaminkiem GKS Bełchatów 0:2. \"Zielono-czarni” nie dość, że stracili punkty, to jeszcze dwóch piłkarzy - Mariusza Pawelca i Andrzeja Bledzewskiego, którzy za bezsensowne faule ujrzeli czerwone kartki. Po tej porażce \"górnicy” spadli na ostatnie miejsce w tabeli. Każda porażka boli, ale ta szczególnie. W grze gospodarzy nie było żadnej myśli. Dotychczasowe atuty Górnika, czyli szybkie kontrataki, zupełnie straciły na swojej wartości przy szczelnie i mądrze ustawionej obronie przyjezdnych. Zupełnie kulał środek pola, a postawa Tomasza Sokołowskiego i Cezarego Kucharskiego delikatnie mówiąc wołała o pomstę do nieba. Praktycznie za każdym razem, kiedy obaj piłkarze znajdowali się przy piłce, szybko ją tracili. Ostrzeżenie w 3 minucie Beniaminek, który przed czwartą serią spotkań okupował ostatnie miejsce w tabeli pierwszą poważną akcje przeprowadził już w 3 minucie. Rzut wolny wykonywał Robert Górski, który dośrodkował wprost na głowę Jacka Popka, a ten uderzył w poprzeczkę. Podopieczni trenera Mariusza Kurasa od początku meczu byli aktywniejsi. To oni częściej wychodzili na pozycję, szybciej operowali piłką, a każdy zryw gospodarzy przerywali faulem już w środkowej części boiska. \"Górnicy” sporadycznie atakowali, jednak brakowało im zimnej krwi. Tak było przy strzale Grzegorza Wędzyńskiego, czy akcji Cezarego Kucharskiego, który po ograniu Edwarda Cecota, zatrzymał się na Jacku Banaszyńskim. Nie wyciągnęli wniosków Przed meczem wiadomo było, że mocną stroną bełchatowian są stałe fragmenty gry. Niestety, Górnik nie wyciągnął wniosków. W 23 minucie Łukasz Garguła z wolnego dośrodkował w pole karne, do piłki najwyżej wyskoczył Cecot i strzałem głową nie dał szans Bledzewskiemu. Goście starali się pójść zaciosem i pięć minut później Radosław Matusiak mógł podwyższyć wynik, jednak w ostatniej chwili napastnika GKS powstrzymał Veljko Nikitović. Ostatnie dziesięć minut pierwszej połowy to optyczna przewaga gospodarzy, którzy stworzyli trzy groźne sytuacje. Najpierw swoich sił próbował Andrzej Kubica (obronił Banaszyński), później Artur Andruszczak główkował obok bramki, a na koniec Jarosław Popiela zamiast uderzyć z całych sił, praktycznie podał do golkipera rywala. Zaskakujące zmiany Przed spotkaniem Bogusław Kaczmarek zaskoczył rywali składem jaki desygnował do gry. Przyjezdni nastawili się na Sławomira Nazaruka i Macieja Bykowskiego. Od pierwszych minut grali natomiast Łukasz Madej i Cezary Kucharski. Po przerwie \"Bobo” ponownie zaskoczył, tyle że sympatyków Górnika. Ściągnął bowiem z murawy Madeja i Nikitovicia. Dwóch piłkarzy, którzy na tle słabo grających kolegów z zespołu nie popełniali więcej błędów od nich i na pewno zasługiwali na grę w drugiej odsłonie meczu. Faktem jest, że utratę gola zapisać można na konto Nikitovicia, jednak w kilku sytuacjach serbski obrońca wykazał się czujnością, powstrzymując ataki rywala. Wykazujący sporą ochotę do gry Madej natomiast nie pokazał swoich atutów, bo nie mógł. Sporadycznie dostawał piłki, gdyż jego koledzy z drużyny z uporem maniaka szli środkiem pola, bądź prawą flanką, gdzie Andruszczaka z Grzegorzem Bronowickim, z powodzeniem powstrzymywali Górski i Popek. Wykartkowani W 66 minucie gospodarze powinni wyrównać. Sokołowski idealnie obsłużył w polu karnym Andruszczaka, a ten nie pilnowany przez nikogo huknął nad poprzeczką. Na dobrą sprawę była to jedyna, tak dogodna sytuacja gospodarzy w tym meczu. Wydarzenia na murawie w kolejnych minutach momentami ni jak miały się do futbolu. Arbiter Robert Werder często przerywał akcje i obdarowywał zawodników kartkami. Po dwie żółte zobaczyli Mariusz Pawelec i Goran Janković, który na boisku zdążył zagrać tylko siedem minut. Na pięć minut przed końcem meczu Bledzewski ponownie musiał wyciągać piłkę z siatki, jednak na całe szczęście dla gospodarzy Matusiak uderzał ze spalonego. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. W ostatnich sekundach nieodpowiedzialne zachowanie Bledzewskiego, który kopnął bez piłki Rafała Berlińskiego, dało rywalom rzut karny, natomiast \"Bledza” słusznie został wyrzucony z boiska. W bramce stanął Jarosław Popiela, który był bez szans przy strzale Janusza Dziedzica. Marcin Prażmowski Górnik Łęczna - GKS Bełchatów 0:2 (0:1) BRAMKI: 0:1 Cecot (23 głową), 0:2 Dziedzic (90 z karnego) SKŁADY: Górnik: Bledzewski, G. Bronowicki, Jurkowski, Nikitović (46 Pawelec), Popiela, Andruszczak, Wędzyński, Sokołowski, Madej (46 Nazaruk), Kucharski (69 Bykowski), Kubica. Bełchatów: Banaszyński, Fonfara, Frohlich, Cecot, Popek, Chi-Fon (80 Berliński), Garguła, Kuranty, Górski, Matusiak (86 Dziedzic), Kmiecik (67 Janković). Żółte kartki: Andruszczak, Pawelec (G) - Chi-Fon, Górski, Janković, Kmiecik (B). Czerwone kartki: Pawelec (77 za drugą żółtą), Bledzewski (90 za faul) - Janković (73 za drugą żółtą). Sędziował: Robert Werder (Warszawa). Widzów: 6 tys.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama