Po porażce z GKS Bełchatów nastroje nie były najlepsze. Górnik przejął \"czerwoną latarnię”, tracąc w dodatku etatowego bramkarza Andrzeja Bledzewskiego. A przecież przed sezonem zaczęto nadmuchiwać balon z napisem \"EUROPEJSKIE PUCHARY”. W końcu najtrudniejszy sezon - drugi dla beniaminka, jak mawiał Bogusław Kaczmarek - został przeżyty. Trzeci miał być już wędrówką do sukcesu. I dwa remisy z Wisłą Kraków i Legią Warszawa zdawały się potwierdzać, że zespół \"Boba” może grać z każdym jak równy z równym, a może nawet wygrywać z krajowymi potentatami. Niestety kolejny podział punktów w Gdyni oraz przegrana z Bełchatowem sprawiły, że Górnik wylądował na dnie. I już zaczęto plotkować, że po następnych, ewentualnie nieudanych meczach z Groclinem i Cracovią trenerski stołek może poważnie się zachwiać, a nawet przewrócić. Co więcej, słuchając dalej plotki, pojawiło się już nawet nazwisko potencjalnego następcy, którym miałby zostać Dariusz Wdowczyk...
W Grodzisku Wielkopolskim Górnik ani nie przegrał ani nie wygrał. Zanotował za to czwarty w tym sezonie remis i wspólnie z Zagłębiem Lubin i Arką Gdynia musi ciągle czekać na pierwsze zwycięstwo. Bądźmy jednak szczerzy - Groclin pokonać nie jest sprawą prostą, nawet jeśli ten trzy dni wcześniej grał mecz w kwalifikacjach do Pucharu UEFA. Choć niektórzy nawet rozpaczali, że mogło być jeszcze lepiej, gdyby Cezary Kucharski w końcówce wykorzystał idealną okazję. Jednak na dwoje babka wróżyła, bo i po przeciwnej stronie boiska mieli je Piotr Rocki z Bartoszem Ślusarskim. Dlatego kolejny remis to dobry i sprawiedliwy rezultat.
Górnik jako zespół nie wygrał z Groclinem, ale swoje prywatne zwycięstwa odnieśli poszczególni zawodnicy i - jeśli wierzyć plotkom - trenerzy. Po raz kolejny wygrał, robiący stale postępy, Grzegorz Bronowicki. Dziś starszy z braci należy do ścisłej ligowej czołówki bocznych obrońców. Pozbawiony kompleksów, odważny, dynamiczny i z charakterem wpadł w oko fachowcom i komentatorom. W Canal Plus uznano go piłkarzem spotkania i ponownie wybrano do jedenastki kolejki. W \"Przeglądzie Sportowym” trafiał do wyróżnionych trzykrotnie. Ten sezon może okazać się dla piłkarza przełomowym. - Nieźle mi się grało, dobrze ofensywnie - mówi Grzesiek. - Pewnie czuję się w dryblingu i w konfrontacjach jeden na jeden. Muszę jednak popracować nad ostatnim podaniem.
Wygrał też Przemysław Tytoń. Młody bramkarz przed swoim debiutem miał prawo czuć tremę, ale jak sam zaprzecza, dzięki starszym kolegom porzucił ją w szatni. Jak wyliczyli statystycy, w światło jego bramki szły dwa strzały i jeden nawet dopadł celu, ale cieszyć jest się z czego. Przemek zresztą nie miał zamiaru ukrywać radości po ostatnim gwizdku. A \"Bobo” pochwalił się nawet publicznie, że ma swoim zespole: \"materiał na bramkarza klasy Jurka Dudka”.
Po raz kolejny Grzegorz Wędzyński potwierdził, że opanował sztukę skutecznego uderzenia z dystansu, a Veljko Nikitović, że najlepiej czuje się w roli defensywnego pomocnika. Dzięki tej roszadzie na środku obrony wystąpił Jarosław Popiela, a na lewej stronie Mariusz Pawelec, który jeśli ma się rozwijać, musi wychodzić w składzie. Co prawda Andrzej Kubica gola wicemistrzowi nie strzelił, ale podobno znowu znalazł się w kręgu zainteresowania mistrza - Wisły Kraków. Okno transferowe zatrzaśnięte zostanie w środę.
Są zwycięzcy, są też przegrani. Z własnym organizmem - zatrucie - przegrał Rafał Kaczmarczyk, a Łukasz Madej nie pojawił się na boisku nawet na minutę. Trener Kaczmarek w trakcie meczu zmienił obu skrzydłowych, ale nie po to by dać szansę Madejowi. Szkoda, to zły sygnał dla pomocnika. Ciekawe czy powodów należy upatrywać wyłącznie na płaszczyźnie sportowej, czy już bardziej prywatnej?
Artur Ogórek
Reklama













Komentarze