Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

EKSTRAKLASA PIŁKAREK RĘCZNYCH * Rozmowa z Andrzejem Wilczkiem, prezesem SPR ICom Lublin

Tak fatalnego początku sezonu w wykonaniu piłkarek ręcznych z Lublina SPR ICom Lublin (wcześniej Montesku, Pol-Skone i Bystrzycy - red.) nie pamiętają nawet najstarsi górale. Po dwóch kolejkach spotkań ekstraklasy podopieczne trenera Edwarda Jankowskiego - aktualne mistrzynie Polski - mają na swoim koncie zero punktów, a na dodatek w następnej serii spotkań czeka je wyjazd do jednego z faworytów rozgrywek - AZS AWFiS Gdańsk. • Co pan czuł po przegranym meczu z Zagłębiem? - Niedosyt, bo uważam, że na boisku brakowało zaangażowania. Dziewczyny bujały w obłokach. Usprawiedliwieniem porażki nie może być brak zgrania. Przecież ten sam skład występował w trzech turniejach przygotowawczych i dwóch meczach kwalifikacji Ligi Mistrzyń. • Rozumiem, że prezes klubu stuknął pięścią w stół? - Spotkaliśmy się i poinformowałem drużynę po co zakładałem ten klub i jakie mam względem niego plany i oczekiwania. Dziewczyny przed sezonem same deklarowały walkę o najwyższe cele, a teraz okazuje się, że zajmujemy czwarte miejsce od końca. To nie jest zadowalające i to delikatnie mówiąc. • Czy zespół poniósł jakieś sankcje ze strony klubu? - Za wcześnie jest na to aby karać. Do tego tematu podchodzimy spokojnie. Mnie interesuje to co się dzieje w drużynie, bo widzę, że zawodniczki są na siebie poobrażane. Nie rozmawiają na parkiecie. Oczywiście wypierają się tego, ale tak to wygląda z boku. • W dotychczasowych meczach SPR ICom ustępował rywalkom szybkością. - Myślę, że nie możemy mówić o złym przygotowaniu do sezonu. Trzeba wziąć poprawkę na to, że gramy praktycznie co drugi dzień. Nawet przed meczami mieliśmy problemy z trenowaniem na hali MOSiR, bo była zajęta. Dziewczyny miały więc prawo czuć się zmęczone, zmieniamy cykl treningowy. Zajęcia będą odbywały się teraz raz dziennie. • W letniej przerwie do drużyny dołączyło kilka zawodniczek, a mimo to okazuje się, że nie ma kto grać. - Taki los. Faktycznie wydawało się, że mamy 18-19 piłkarek, jednak kontuzje zdziesiątkowały drużynę. Kontuzje, które w ubiegłym sezonie szczęśliwie nas omijały. • Nowe szczypiornistki prezentują się słabo. - Najmniej pretensji można mieć do Katarzyny Duran, która gra ambitnie, jednak czasami ponosi ją fantazja. Nie chcę być adwokatem Oleny Kamieliny, ale po przebytej kontuzji, gra bardzo ostrożnie. Najwięcej zastrzeżeń budzi postawa Anny Lisowskiej i przyznam, że sam nie rozumiem dlaczego spisuje się tak słabo. Przecież w Żorach prowadziła kierowała poczynaniami koleżanek, a teraz boi się wziąć na siebie odpowiedzialność. Wychodzi z kontrą i... czeka na koleżanki, a tym samym na rywalki. Mimo wszystko chcę podkreślić, że wszystkie transfery były przemyślane i wynikały z potrzeb naszego zespołu. • Planujecie kolejne transfery? - Dojdą Izabela Puchacz i Urszula Lipska. Okno transferowe otwarte jest do grudnia, tak więc jak zajdzie taka potrzeba to może kogoś ściągniemy. Myślę tu o zawodniczce TPR Lublin oraz ze szczypiornistce ze Słowacji. • Przy aktualnej dyspozycji zespołu trudno będzie awansować do Ligi Mistrzyń. Czy nie lepiej pokalkulować: mecz z AZS AWFiS Gdańsk traktujemy jako solidny sparing i oszczędzamy siły na Dynamo Wołgograd? - My już nie możemy kalkulować. Każda kolejna porażka odbiłaby się na psychice dziewczyn. Teraz tak naprawdę wchodzimy w odpowiedni rytm ligowy. Do meczu z AZS AWFiS zespół ma prawie tydzień. Później sześć dni będzie przygotowywał się do boju z Rosjankami. To powinno wystarczyć na regenerację sił. Jeśli chcemy walczyć o najwyższe cele to w każdym meczu musimy dawać z siebie wszystko. Rozmawiał Marcin Prażmowski

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama