Ten mecz, według nieoficjalnych doniesień, to „być albo nie być” dla trenera Bogusława Kaczmarka. Górnik w siedmiu podejściach nie odniósł ani jednego zwycięstwo, a w dodatku jego gra w ostatnich meczach była daleka od przyzwoitej. Łęcznian dopadł marazm. Czy zdołają się z niego otrząsnąć w sobotni wieczór?
Zadanie to trudne, bo przeciwnikiem będzie Pogoń Szczecin, prowadzona przez Bohumila Panika. Czech podglądał „Górników” w Wodzisławiu i pewnie po tym co tam zobaczył zbytnio się nie zmartwił. Zespół Kaczmarka wyraźnie dołuje, w przeciwieństwie do „Portowców”. Najpierw Pogoń odrobiła dwubramkową stratę z Legią Warszawa, by później w Pucharze Polski rozbić w Łodzi ŁKS 4:1. Po tym meczu szczecinianie nie wracali już do domu, tylko zatrzymali się w Gutowie Małym, gdzie znajduje się ośrodek sportowy należący do Antoniego Ptaka. Bohaterem tych dwóch spotkań był z pewnością Przemysław Kaźmierczak, przed laty piłkarz Górnika, który strzelił trzy gole, jeden piękniejszy od drugiego. Groźni będą również Edi Andradina oraz Claudio Milar. Jedyne osłabienie rywali to nieobecność kontuzjowanego Krzysztofa Michalskiego.
Dla gospodarzy pocieszeniem jest, że Pogoń w lidze nie potrafi zwyciężać na wyjazdach. Po raz ostatni „sztuki” tej dokonała przed przeszło rokiem, dokładnie 2 czerwca 2004 roku, jeszcze w drugiej lidze z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Górnik, aby myśleć o przerwaniu fatalnej passy i zwycięstwie musi zagrać o niebo lepiej niż ostatnio. Trudno w to jednak wierzyć, bo nie dość, że nie wiedzie się w ekstraklasie, to „zielono-czarni” polegli jeszcze w Pucharze Polski z drugoligową Jagiellonią. A jeśli w grze łęcznian nie nastąpi metamorfoza, to będzie oznaczało, że już najwyższy czas, aby dokonać poważnych zmian...
Artur Ogórek
Komentarze