Reklama
Bezradny Motor
Kilkusetosobowa grupa lubelskich kibiców gwizdami pożegnała schodzących do szatni piłkarzy Motoru, którzy wczoraj tylko zremisowali z Sandecją Nowy Sącz 1:1. Gospodarze zapowiadali marsz w górę tabeli, ale swoje plany znowu muszą odłożyć do następnej serii spotkań.
- 21.10.2005 21:51
BRAMKI
1:0 – Popławski (28 min), 1:1 – Basta (45).
SKŁADY
Motor: Rachowski – Kubiak, Ryczek, Maciejewski, Żmuda – Prędota, Chmura (62 Syroka), Ptaszyński (46 Soczewka), Bugała (46 Sawa) – Popławski, Stachyra (77 Lenart).
Sandecja: Bodziony – Hajduk, Kandyfer, Świerad, Damasiewicz – Gryźlak (76 Florian), Szczepański, Ciastoń, Zachariasz (89 Pociecha) – Mężyk (84 Kudryk), Basta (78 Mordarski).
Żółte kartki: Kubiak (M) – Gryźlak, Basta (S).
Sędziował: Arkadiusz Starobrat (Warszawa). Widzów – 600.Motor wciąż gra bezbarwnie, męcząc się niemal z każdym rywalem. Wczoraj zabrakło nawet agresji, jaką widzieliśmy w meczu z Hetmanem w Zamościu. Trochę przemeblowany skład (od pierwszej minuty zagrał Kamil Stachyra, zastępując w ataku kontuzjowanego Konrada Nowaka) zostawiał rywalom zbyt dużo swobody, z której goście skwapliwie skorzystali. Sandecja, opromieniona zwycięstwem w Rzeszowie, pokazała, że jest w stanie nawiązać walkę z każdym wyżej notowanym przeciwnikiem. Zdołała też podreperować niekorzystny bilans meczów z Motorem, który od powrotu do III ligi wygrał z nowosądecką drużyną czterokrotnie, a teraz zremisował po raz trzeci.
Gospodarze mieli optyczną przewagę, jednak nie było im łatwo wypracować sobie sytuacje dogodne do zdobycia gola. W 8 min bliski szczęścia był Paweł Bugała, ale po jego uderzeniu głową piłka odbiła się od obrońcy. W 14 min Dawid Ptaszyński huknął z 25 m, tuż obok bramki. Chwilę później aktywny Stachyra minął się z centrą Popławskiego. W 28 min gospodarze wreszcie wymusili błąd na defensorach Sandecji. Piotr Prędota sprytnie zgrał piłkę głową w pole karne, Jarosław Kandyfer przepuścił kozłującą futbolówkę, która dotarła do Popławskiego (na zdjęciu z piłką). Ten strzelił natychmiast z 11 m. Stanisław Bodziony nie miał szans. Do 43 min goście rzadko zapędzali się pod pole karne lublinian, ale właśnie w tym momencie dali pierwsze ostrzeżenie. Dawid Basta kropnął z 15 metrów, minimalnie obok „okienka”. Tuż przed przerwą poprawił celownik. Bez przeszkód dotarł z piłką na 25 metr od bramki Motoru i wciąż przez nikogo nie atakowany uderzył, jak się kazało bardzo precyzyjnie. Kompletnie zaskoczony Bartosz Rachowski najwyraźniej nie spodziewał się, że piłka wyląduje w górnym rogu jego bramki.
Wyrównujący gol dodał otuchy piłkarzom Sandecji (niedawno otrzymali zaległe pensje za... czerwiec). W 48 min Michał Gryźlak uderzył z narożnika pola karnego, ale tym razem Rachowski obronił. W odpowiedzi Stachyra strzelił z bardzo ostrego kąta, trafiając w... słupek. W 75 min znowu było gorąco na polu karnym gości. Pod dośrodkowaniu z rogu Marcina Kubiaka „główkował” Prędota, bramkarz odbił piłkę, a poprawka Piotra Soczewki trafiła w obrońcę. Później goście nie wykorzystali kontry, będąc w sytuacji dwóch na jednego, a w 88 min Florian uderzył obok słupka. Ostatnia akcja Motoru mogła rozstrzygnąć losy meczu, jednak po strzale Mariusza Sawy zmierzającą do bramki piłkę wybił Janusz Świerad.
Reklama













Komentarze