Świdniczanie „łaskawi” dla gospodarzy
Pogoń Leżajsk może dziękować opatrzności, że w meczu z Avią zainkasowała jeden punkt. Świdniczanie od początku spotkania, rozegranego na boisku rywala, osiągnęli wyraźną przewagę, ale ze skutecznością byli na bakier.
- 21.10.2005 21:50
SKŁADY
Pogoń: Nalepa – Siek (56 Kocur), Jabłoński, Bartnik, Smycz – M. Szmuc (57 Szydełko), T. Szmuc, Błotni, Kaznecki – Danielak (75 Lach), Gosa (72 Kamiński).
Avia: Gieresz – Machnikowski, Bednaruk, Czełpiński – Gromba, Orzędowski (86 Gołąb), Gutek (88 Boniaszczuk), Wiącek, Misztal – Pranagal (46 Szewc), Galiński,
Żółte kartki: Błotni (P) – Bednaruk (A).
Sędziował: Robert Jachura z Krakowa. Widzów – 200.Kibice Pogoni liczyli na wygraną, ponieważ do zespołu wrócił po kartkach ich lider Tomasz Szmuc. „Piwoszom” szło jednak jak po grudzie i w zasadzie tylko raz, tuż przed końcem pierwszej połowy, zagrozili bramce Avii. Po centrze Andrzeja Danielaka, obok spojenia słupka z poprzeczką, strzelił Arkadiusz Gosa.
Gospodarze dużo częściej byli w opałach. Już w pierwszym kwadransie Grzegorz Nalepa musiał wykazać się umiejętnościami, broniąc uderzenia Łukasza Misztala i Pawła Pranagala. Niestety, Paweł dotrwał tylko do przerwy. Po zderzeniu z rywalem musiał opuścić boisko z urazem głowy. Po spotkaniu Pranagal trafił do szpitala, ale nie chciał w nim pozostać. Wrócił z drużyną do Świdnika, chociaż jest podejrzenie, iż ma pękniętą kość czaszki.
W 33 min trener Marek Maciejewski po raz pierwszy złapał się za głowę, gdyż Andrzej Gutek nie potrafił strzelić do siatki z 5 m. Za moment chybił aktywny Misztal, a później Rafał Wiącek. Po przerwie oblężenie bramki Pogoni trwało w najlepsze, a piłkarze Avii pudłowali jak na potęgę. Wstydzić powinien się Daniel Szewc, który chybił stojąc 2 metry od bramki Pogoni. W 69 min goście dopięli swego, lecz sędzia nie uznał gola Markowi Galińskiemu. Jego zdaniem, napastnik Avii pomagał sobie w opanowaniu piłki ręką. Galiński zarzekał się, że przyjął futbolówkę na pierś. – To cud, że nie przegraliśmy – komentowali wydarzenia kibice Pogoni.
– Byłem przygotowany na to, że mecz z Pogonią nie będzie trudny i tak też się stało – stwierdził Marek Maciejewski. – To był najsłabszy rywal, z jakim graliśmy. Mój zespół wykazał się taktyczną dyscypliną, spisywał się bardzo dobrze, ale niepokojący jest brak skuteczności. Stworzyliśmy kilka „setek”, dlatego gospodarze nie mieliby pretensji, jeżeli przegraliby różnicą kilku goli. Szkoda że nie zmniejszyliśmy dystansu do prowadzącej Stali Stalowa Wola.
Reklama













Komentarze