Reklama
Bez problemów z mężczyznami
Na początku sprawia wrażenie skromnej i nieśmiałej osoby, ale w rzeczywistości jest stanowczą i twardą kobietą. Mowa o Ewie Pawlikowskiej, multimedalistce mistrzostw Polski, pięciokrotnej mistrzyni Starego Kontynentu i trzykrotnej mistrzyni świata, która była gościem honorowym 20 urodzin Lubelskiego Klubu Karate Kyokushin.
- 24.10.2005 18:06
Pochodząca z Nowego Targu zawodniczka poprowadziła w hali MOSiR pokazowy trening dla dzieci i młodzieży. - Karate nauczyło mnie samodyscypliny oraz radzenia sobie z życiowymi problemami - przyznaje Ewa Pawlikowska.
• 20 lat, to...
- Szmat czasu. Jestem pełna podziwu dla LKKK, że istnieje tak długo. Wiemy przecież, że kluby, podobnie jak cały sport, borykają się z problemami. Nie ukrywam, że chętnie skorzystałam z zaproszenia, tym bardziej że jest to moja pierwsza wizyta w Lublinie. Chciałam poznać ludzi, o których słyszałam wiele dobrego.
• Trudno znaleźć sportowca, który święcił takie triumfy jak pani, szczególnie na arenie międzynarodowej. Który sukces jest najważniejszy?
- Chyba wszystkich zaskoczę, ale bez wątpienia pierwszy tytuł mistrzyni Polski, który zdobyłam w 1996 roku. Ten triumf otworzył mi okno na świat. W tamtych czasach bardzo ciężko było przedrzeć się do kadry narodowej.
• Ile zawdzięcza pani karate?
- Dla mnie jest sposobem na życie. W pewnym sensie ukształtowało moją psychikę i podejście do wielu spraw. Staram się być opanowana, a decyzje podejmuję rozważnie.
• Te słowa są dobrą reklamą dyscypliny, szczególnie dla rodziców, którzy chcą uchronić swoje pociechy przed różnymi \"rozrywkami”...
- Oczywiście, bo karate to nie tylko walki. Poprawia chociażby ogólną sprawność fizyczną. Pierwsze kroki w tej dyscyplinie najlepiej już stawiać od szóstego roku życia, od \"zerówki”. Treningi polegają bardziej na zabawie, dopiero po roku, dwóch dzieci zgłębiają tajniki tej dyscypliny. Całkiem inaczej wygląda to w Japonii.Tam już siedmiolatki walczą i proszę mi uwierzyć, że to robi wrażenie.
• Niestety, karate nie może znaleźć się w programie dyscyplin olimpijskich.
- Bo mamy za słabe lobby. Od dłuższego czasu mówiło się o tym pomyśle, a jednym z warunków dopuszczających było połączenie wszystkich stylów karate w jeden. Dla mnie jest to absurd.
• Pani największa porażka?
- Na mistrzostwach świata, które odbywały się w Japonii. Finał przegrałam z reprezentantką gospodarzy. Jak się później okazało - ona miała wygrać.
• Ostatnio głośno zrobiło się o sukcesach górali. Tomasz Adamek w pięknym stylu wywalczył tytuł zawodowego mistrza świata w boksie.
- I jest to kolejny dowód na to, że jesteśmy twardym narodem! Sukcesy mamy w naturze. Może powodem tego jest fakt, że musimy biegać po górach w tę i z powrotem? (śmiech)
• Mało kto wie, że kształci się pani na... policjantkę.
- Jestem na kursie w Szczytnie i po Nowym Roku wreszcie założę mundur. Od dziecka chciałam pracować w policji, a że mam dobry kontakt z młodzieżą, to postawię na pracę w sekcji ds. nieletnich.
• Mistrzyni świata w karate, w dodatku przyszła policjantka. To musi budzić respekt wśród mężczyzn.
- (śmiech) O to proszę pytać mężczyzn. Powiem tylko, że większych \"problemów” nie mam.
• Najbliższe starty?
- Otrzymałam zaproszenie do Japonii na walkę pokazową. Organizatorzy zapewniają zwrot kosztów podróży oraz 200 dolarów startowego. Nie jest to oszałamiająca suma, więc postanowiłam się potargować. Japończycy jeszcze nie dali odpowiedzi.
Reklama













Komentarze