Po dębie został tylko pniak
Kolejarze domagają się przykładnego ukarania złapanych na gorącym uczynku złodziei dębu. Drzewo rosło przed stacją w Motyczu. Już nie rośnie.
- 04.11.2005 19:50
Anonimowy informator zadzwonił do Straży Ochrony Kolei, że koło stacji w Motyczu dwóch mężczyzn ścina duży dąb. SOK natychmiast powiadomiła policję. Funkcjonariusze zdążyli i nakryli złodziei na gorącym uczynku. Ale drzewo było już pocięte na kawałki, nadające się wyłącznie na opał. – To złamanie Ustawy o ochronie przyrody. Będziemy się domagać, by złodzieje byli sądzeni z tego paragrafu – grzmi Zenon P. Wójtowicz, wicedyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Lublinie. – W Motyczu rosną piękne dęby, opiekujemy się nimi.
Ścięty dąb był dorodnym drzewem. Miał około 20 metrów wysokości, a jego pień blisko metra średnicy. Dałoby się zeń wyciąć prostą kłodę długości około
4 metrów. Na podstawie specjalnych tablic Straży Leśnej, wartość techniczna drewna została wyliczona na 2 tys. zł. A strata takiej wartości oznacza,
że kradzież będzie traktowana jak przestępstwo. Wartości przyrodniczej nie da się oszacować. Sprawę prowadzi komisariat policji w Bełżycach.
– Sprawa jest traktowana jako kradzież – wyjaśnia Agnieszka Pawlak, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. – Zatrzymani sprawcy zostali po przesłuchaniu zwolnieni. Niebawem zostaną im przedstawione zarzuty.
Reklama













Komentarze