Wskazana większa dokładność
Koszykarze Startu AZS zapewnili sobie zwycięstwo nad Albą Chorzów już w pierwszej kwarcie. Po tej części meczu przewaga lublinian wynosiła 18 pkt i taka różnica utrzymała się do końca spotkania.
- 06.11.2005 23:06
SKŁADY I PUNKTY
Start AZS: Borkowski 16, Nowakowski 9 (1 x 3), Hołota 7 (1 x 3), Bidyński 6, Kosior 2 oraz Lipowski 15, Kowalski 10, Prażmo 7, Fijałka 6, Pelczar 2, Samborski 0.
Alba Elcho: Gembus 20 (1 x 3), Pielech 10 (1 x 3), Włodara 9, Sebrala 8 (2 x 3), Borowiak 0 oraz Kowal 5, Baszczyński 4, Dyrda 2, Zielony 2, Jaworski 2.
Sędziowali: Bartłomiej Kosmala (Kraków) i Mariusz Kuniec (Przemyśl). Widzów – 400.W 5 min Start AZS wygrywał 13:0, po punktach Artura Bidyńskiego, Pawła Hołoty, Michała Nowakowskiego i wyższego o głowę od rywali Bartosza Borkowskiego. Goście po raz pierwszy trafili do lubelskiego kosza dopiero w 6 min, po akcji najskuteczniejszego w chorzowskiej ekipie Tomasza Gembusa.
Kolejne odsłony były już wyrównane. Wprawdzie goście grali chaotycznie, ale nie brakowało im ambicji, a tylko w ten sposób mogli przeciwstawić się wyżej notowanej drużynie. W 26 min chorzowianie zbliżyli się nawet na 10 pkt (50:40). Dopiero dwie skuteczne akcje Kowalskiego uspokoiły sytuację.
Wyższość lublinian i tak nie podlegała dyskusji, dlatego szkoda, że Start AZS nie wykorzystał sobotniej konfrontacji do przećwiczenia niektórych zagrań. – Niestety, były takie momenty, kiedy pozwoliliśmy rywalom na narzucenie stylu gry. To wybijało nas z rytmu – powiedział Krzysztof Ziemoląg, trener Startu AZS. – Dlatego nie mogę być w pełni zadowolony z postawy mojej drużyny, mimo pewnego zwycięstwa.
W grze lublinian wciąż razi brak dokładności, szczególnie przy przygotowaniu pozycji do rzutów. Zagrywki są urywane, a zasłony wykonywane byle jak. W konfrontacji z Albą nie miało to większego wpływu na końcowy wynik, jednak z silniejszymi rywalami mogą być większe problemy, o czym Start AZS przekonał się przed tygodniem w Przemyślu. A w meczach ze słabeuszami nie mogą powtarzać się takie sytuacje, jak w minioną sobotę, kiedy pod koniec drugiej kwarty trzech lublinian nie mogło trafić spod samego kosza. Dobrze, że sami zawodnicy, którzy przecież mają pierwszoligowe aspiracje, zdają sobie sprawę z pewnych niedociągnięć w swoich poczynaniach, momentami bezproduktywnych.
– Wiem, że w meczu z Albą na boisku było zbyt dużo bałaganu, ale pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że chorzowianie są wyjątkowo niewygodnym przeciwnikiem. Ich gra była nieprzewidywalna – powiedział Michał Nowakowski, rozgrywający Startu AZS. – Poza tym mało rzucaliśmy z dystansu, ułatwiając przeciwnikom obronę.
– Jestem pewny, że z silniejszymi zespołami nasza gra będzie zdecydowanie lepsza, bardziej poukładana – dodał Paweł Kosior, skrzydłowy lubelskiego zespołu.
Start AZS nie mógł zagrać w najsilniejszym składzie. Zabrakło w nim przeziębionego Jacka Olejniczaka, który spotkanie oglądał z ławki rezerwowych. Chory był także Paweł Hołota, który po przerwie już nie wyszedł na parkiet. Obaj zawodnicy oszczędzali siły przed ważnym wyjazdem do Krakowa, gdzie zmierzą się z Koroną.
Reklama













Komentarze