Na kłopoty Hermanowicz
To był najgorszy mecz w naszym wykonaniu na własnym boisku – przyznał Grzegorz Komor, trener Stali Poniatowa. Mimo to „stalówka” zainkasowała trzy punkty. Duża w tym zasługa Grzegorza Hermanowicza, który najpierw doprowadził do remisu, a później sędzia podyktował rzut karny za faul właśnie na nim.
Fani w Poniatowej, przyzwyczajeni do tego, że Stal na własnym stadionie nie zwykła tracić punktów, spodziewali się łatwej przeprawy z Tajfunem. I rzeczywiście, na początku gospodarze ruszyli do zdecydowanych ataków. W 3 min strzał głową Marcina Wilczyńskiego odbił się od słupka. – To się zemści – komentowali kibice na trybunach i... mieli rację.
Etatowy Łoński
W 9 min goście wykonywali rzut wolny 30 m od bramki Daniela Piłata. Do piłki podszedł Grzegorz Łoński, etatowy wykonawca tego fragmentu gry w Tajfunie i silnym strzałem po krótkim kroku pokonał bramkarza Stali. Rozdrażnieni takim obrotem sprawy piłkarze Stali zaatakowali jeszcze mocniej już do końca pierwszej części nie schodząc z połowy przeciwnika. W 16 min prostopadłe podanie Artura Kuchty trafiło do Karola Struga, ale najlepszy snajper gospodarzy tym razem trafił w bramkarza.
Wyrównanie padło w 26 min. Pięknym strzałem z 17 m popisał się Grzegorz Hermanowicz, zaś piłka wpadła w „okienko”. Chwilę później znów w głównej roli wystąpił „Herman”, który minął zwodem trzech piłkarzy gości i zagrał do Struga, jednak ten strzelił obok słupka.
Końcówka dla gości
Na początku drugiej odsłony w znakomitej sytuacji znalazł się Konrad Gołębiowski, ale strzał pomocnika Stali obronił Cezary Bakiera. W 55 min w polu karnym upadł Hermanowicz, zaś arbiter wskazał na „wapno”. Do piłki podszedł Grzegorz Olchawski i uderzeniem w prawy róg doprowadził do stanu 2:1. W końcówce niemający nic do stracenia goście ruszyli do śmielszych ataków. W 81 min strzał Piotra Wawryszuka obronił Piłat, chwilę później do zagranej wzdłuż bramki piłki dopadł Marcin Walkiewicz, ale z bliska przeniósł ją nad poprzeczką.
Czekają na Motor
Dzięki temu zwycięstwu i jednoczesnym remisie Wisły z Polesiem poniatowianie zwiększyli swą przewagę nad ekipą z Puław do siedmiu punktów. Najbliższe dwa tygodnie piłkarze Stali poświęcą na roztrenowanie. – Zagramy też dwa sparingi. W sobotę mamy umówioną grę z Orionem Niedrzwica, zaś w środę z pierwszą drużyną Motoru Lublin – informuje Grzegorz Komor, trener „stalówki”.
Marek Wieczerzak
W opinii trenerów
Jacek Oleszczuk, trener Tajfunu
x Najbardziej żałuję sytuacji z 85 min, kiedy Marcin Walkiewicz nie trafił z metra, tylko przeniósł piłkę nad poprzeczką. Podejrzewam, że gdybym mu kazał zrobić tak na treningu, to nic by z tego nie wyszło. Jak on to zrobił, to nie wiem i on sam pewnie też. Stal piłkarsko była lepsza, ale mogliśmy jej urwać punkt. Nie kwapiliśmy się do ataków, bo tak nastawiłem drużynę. Wystąpiliśmy bez Jarosława Kowala. Gdybyśmy się odkryli, to podejrzewam, że Stal wygrałaby wysoko. Dlatego byliśmy nastawieni na grę z kontry. To była jedyna szansa zdobycia punktów. Zabrakło odrobiny szczęścia. •
Grzegorz Komor, trener Stali
x Do 70 min graliśmy poprawnie. Byliśmy dobrze ustawieni. Każdy grał w swojej strefie i wiedział, co ma robić. Uczulałem przez miniony tydzień zawodników, że będzie to ciężki mecz i się sprawdziło. Mam pretensje o końcówkę, szczególnie do Konrada Gołębiowskiego, który chciał strzelić bramkę, aby uczcić narodziny córeczki. Powstała luka w środku, musieliśmy się bronić i Tajfun mógł strzelić bramkę. Przy straconym przez nas golu trzeba winić Daniela Piłata, bo uderzenie z takiej odległości można było obronić nawet nogą. Miał on wybity palec, stąd może nie bronił pewnie, ale nie jest to dla niego usprawiedliwienie. •Grali do końca
Szkoleniowiec Victorii Zbigniew Pająk przed dwoma ostatnimi meczami rundy jesiennej zakładał zdobycie kompletu punktów i tym samym zrównanie się w lidze z Ładą Biłgoraj. Wczoraj musiał jednak zweryfikować plany. Victoria zremisowała ze Spartakusem 3:3, strzelając bramkę w ostatnich sekundach meczu. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry z rzutu wolnego huknął Tomasz Robak i uratował swój zespół od porażki. – Na pewno niedosyt pozostał. Niestety, na ten mecz musiałem przebudować całą linię obrony. Wszystkie bramki, które straciliśmy, to wynik koszmarnych błędów moich piłkarzy – powiedział po meczu Zbigniew Pająk.
• Victoria Łukowa Chmielek – Spartakus Szarowola 3:3 (2:1)
Bramki: Kusiak (24), Szczawiński (44), T. Robak (90+3) – Martyniuk (33), Koszewski (64, 70)
Victoria: Wilkołek, Oszajca (50 A. Szostak), Stawarski (46 Iwaniec), M. Szostak (75 Kądziołka), Paluch, Zarembski (Ł. Robak), Świst, Szczawiński, T. Robak, Kusiak, Leniart.
Spartakus: Dobosz, M. Chromiec, Lewicki, J. Chromiec, Z. Gozdek (70 K. Szokało), Wąsacz (46 Kobiałka), Mazur (65 Murzacz), Martyniuk, Koszewski, T. Świderek, Paszkiewicz.
Hat-trick Gałki
Na mecz z Ostoją trener Waldemar Brzuś zabrał ze sobą zaledwie jedenastu piłkarzy. Póki starczyło im sił, dzielnie stawiali opór gospodarzom, prowadząc nawet do przerwy. W końcówce jednak Roztocze opadło z sił, a na domiar złego z boiska usunięty został Marek Kowalczyk. Grę w przewadze wykorzystała Ostoja, a dokładnie Przemysław Gałka, który popisał się hat-trickiem.
• Ostoja Skierbieszów – Roztocze Szczebrzeszyn 3:2 (1:2)
Bramki: Gałka (2, 80, 88) – Szymczak (25), Malec (37).
Ostoja: Mróz, Kowalski, Musiel, Goździuk, Luterek (50 Lipiec), M. Szewc, Michoński (81 M. Chołody), Wawryk, Gałka, Mierzwa (46 Dymanus).
Roztocze: Sobolewski, Pawlak, Lipiec, Tomaszewski, Malec, Duda, Szymczak, Kowalczyk, Wasylko, Popielec, Baranowski.
Czerwone kartki: Kowalczyk (Roztocze), 85 min. za drugą żółtą, Duda (Roztocze) 90 min za nie sportowe zachowanie.
(map)
Tabela przed weryfikacją:
1. Łada Biłgoraj 15 38 53-5
2. Victoria Łukowa 15 36 43-20
3. Spartakus Szarowola 15 35 47-14
4. Korona Łaszczów 15 32 43-22
5. Hetman II Zamość 15 26 34-21
6. Roztocze Szczebrzeszyn 15 22 48-23
7. Ostoja Skierbieszów 15 20 32-26
8. Olimpiakos Tarnogród 15 18 30-34
9. Kryształ Werbkowice 15 18 27-37
10. Płomień Nieledew 15 18 12-29
11. Omega Stary Zamość 15 16 22-31
12. Igros Krasnobród 15 15 19-44
13. Relax Księżpol 15 12 16-36
14. Aleksandria Aleksandrów 15 12 16-55
15. Orkan Bełżec 15 10 21-45
16. Echo Zawada 15 10 13-35Spełniłem swoją misję
Prawdopodobnie w czwartek dowiemy się, kto będzie kierował Zamojskim Okręgowym Związkiem Piłki Nożnej. Przynajmniej do Walnego Zebrania Delegatów, które planowane jest w przyszłym roku. Jak już informowaliśmy z funkcji prezesa zrezygnował Wiesław Pałka, który piastował ją od 1997 roku. – Złożyłem rezygnację ze względów osobistych. Nałożyły się na to sprawy rodzinne oraz zdrowotne – informuje Wiesław Pałka.
• Zarząd może jednak nie przyjąć pańskiej rezygnacji.
– Nie dopuszczam takiej ewentualności. Moja decyzja jest nieodwołalna.
• Pojawiły się głosy, że funkcja prezesa zaczęła pana przerastać. Kulała organizacja w związku...
– Absolutnie się z tym nie zgadzam. Spełniłem swoją misję w stu procentach. Za mojej kadencji zwiększyła się liczba klubów, trenerów i sędziów. Udało mi się wyposażyć biuro związku w profesjonalny sprzęt do pracy.
• Osiem lat to szmat czasu, tak więc i sukcesów powinno być wiele.
– Najważniejszym była gra Hetmana Zamość w drugiej lidze. Poza tym, zorganizowaliśmy kursy instruktorskie, chociaż początkowo pojawiły się głosy, że jest to niemożliwe.
• W takim razie, jakie były pańskie największe porażki?
– Nie było takich. Chyba że za taką uznam brak drużyny z Zamojszczyzny w ekstraklasie (śmiech).
• Jaka jest więc kondycja piłki
na Zamojszczyźnie?
– Coraz lepsza. Jesteśmy przecież drugim okręgiem na Lubelszczyźnie. Wzrosło zainteresowanie futbolem, nie brakowało dobrych wyników. Trudno myśleć o dogonieniu Lublina, ale Biała Podlaska i Chełm są daleko za nami.
• Kto powinien przejąć schedę po Wiesławie Pałce?
– Na pewno osoba doświadczona i najlepiej pochodząca z Zamościa. Nie da się bowiem kierować związkiem na odległość, bądź tworzyć filii w innych miejscowościach. Spośród członków zarządu mam dwóch swoich cichych faworytów, ale ich nazwisk nie zdradzę.
Rozmawiał: Marcin Prażmowski
Komentarze