Przed sezonem trudno było sobie wyobrazić nawet jedną II-ligową porażkę zespołu złożonego z \"gwiazd” lubelskiego basketu. Okazuje się, że nie wszystkie drużyny czują respekt przed głównym kandydatem do awansu i Start AZS już po raz drugi w tym sezonie musiał przełknąć gorycz porażki. W dziewiątej serii spotkań lublinianie ulegli we własnej hali zespołowi z Krosna.
20.11.2005 22:07
SKŁADY I PUNKTY
Start AZS: Olejniczak 21, Hołota 8, Lipowski 6, Bidyński 5, Nowakowski 4 oraz Pelczar 6 (1 x 3), Kowalski 5 (1 x 3), Kosior 3, Borkowski 2, Samborski 1, Fijałka 0.
Krosno: Oczkowicz 25 (3 x 3), Pilecki 11 (1 x 3), Belczyk 10, Cygan 6 (1 x 3), Mikina 4 oraz Adamczyk 4, Kamiński 3 (1 x 3), Rusin 2, Piątek 1, Puścizna 0.
Widzów - 400.Gospodarze grali wyjątkowo sennie, z mniejszym zaangażowaniem niż przeciwnicy. Na domiar złego nie mieli pomysłu na dosyć dobrze zorganizowaną defensywę przyjezdnych. Receptą mogły być rzuty z dystansu, jednak gospodarze mieli wyjątkowo rozregulowane celowniki. Z 22 prób za 3 pkt, tylko dwie były skuteczne. Pozostały zatem dwójkowe akcje, najczęściej kończone przez Jacka Olejniczaka, ale to nie wystarczyło do pokonania pierwszej drużyny w tabeli. Lubelscy koszykarze popełnili też 28 strat,
co najdobitniej świadczy o ich niefrasobliwości.
Na pewne mankamenty w grze Startu AZS zwracaliśmy uwagę dwa tygodnie temu, przestrzegając, że silniejszy przeciwnik może to bezlitośnie wykorzystać. Nie sądziliśmy, że przekonamy się o tym tak szybko. Dotychczas słabszą grę zespołową lublinianie nadrabiali akcjami indywidualnymi, głównie w wykonaniu Pawła Hołoty, ale w sobotę w słabszej dyspozycji byli liderzy drużyny i zaczęły się problemy.
W pierwszej kwarcie wynik \"trzymał” Olejniczak, który wykorzystywał dobre podania Michała Nowakowskiego. Center Startu AZS rzucił 13 punktów z 14 zdobytych przez całą drużynę w tej części spotkania. W 4 min gospodarze prowadzili 5:2, ale minutę później był już remis 7:7, a kwarta zakończyła się wygraną gości 17:14.
W drugiej odsłonie lublinianie poderwali się
do ataku. Uważniej bronili i z mozołem odrabiali stratę. Po \"trójce” Pawła Kowalskiego było 24:27 (17 min). Chwilę później dwie podkoszowe akcje udanie zakończył Olejniczak, Hołota dodał \"oczka” z linii rzutów wolnych, a Dariusz Lipowski ustalił wynik do przerwy - 34:29.
Kiedy wydawało się, że drużyna trenera Krzysztofa Ziemoląga opanowała sytuację i jakoś \"dowiezie” zwycięstwo, w drużynie MOSiR dał o sobie znać Dariusz Oczkowicz. Obrońca z Krosna regularnie \"dziurawił” lubelski kosz, także zza linii 6,25 m
i w efekcie goście cały czas utrzymywali kontakt (52:50 po trzech kwartach). W ostatniej części przyjezdni zagrali z jeszcze większą determinacją i agresją. Nie było dla nich straconych piłek. To zupełnie wybiło z rytmu naszą drużynę, która seriami popełniała błędy. Rywale zupełnie zmęczyli Nowakowskiego, który z trudem rozgrywał piłkę. W 34 min Sebastian Kamiński trafił za 3 pkt, doprowadzając do rezultatu 56:59. Po chwili przewaga gości wzrosła
do 5 pkt (56:61). Ale i w tej trudnej sytuacji Start AZS mógł pokusić się o zwycięstwo, jednak wybierał najgorsze rozwiązania przy konstruowaniu swoich ataków. Na niespełna minutę przed końcową syreną było 61:64, a gospodarze wyprowadzali kontrę. Niestety, Lipowski uwikłał się w podkoszowy pojedynek, doprowadzając do straty nr 28. Artur Toruń
Komentarze