Trzecia przegrana Avii na swoim parkiecie
Coraz gorzej wiedzie się siatkarzom świdnickiej Avii. Po bardzo udanym początku sezonu przyszła seria porażek, która nie została zakończona w meczu z Chemikiem Bydgoszcz. Gospodarze podjęli walkę z kandydatem do awansu, ale tylko w trzeciej, wygranej na przewagi 26:24, partii. Avia przegrała całe spotkanie 1:3.
- 04.12.2005 22:27
SKŁADY
Avia: Gorzkiewicz, Kaźmierczak, Mazowski, Pawłowski, Pietryka, Jarosz, Kryś (libero) oraz Guz, Szczepanik. Ogonowski, Maziak.
Delecta – Chemik: Borczyński, Matusiak, Kocik, Wieczorek, S. Wójcik, Nowak, Knasiecki (libero)
oraz Blomberg, K. Wójcik, Lubiejewski, Niemiec,
Ferguson.
Sędziowali: Wojciech Kasprzyk (Częstochowa) i Andrzej Kuchna (Katowice). Widzów: 600.Gospodarze wyszli na parkiet ze sporym respektem dla rywala, zdecydowanie za dużym. Strach ich tak sparaliżował, że po kilku minutach przegrywali 2:9. – Zbyt duża strata na samym początku okazała się nie do odrobienia w dalszej części seta – mówi Wojciech Kaźmierczak. – W trzeciej odsłonie podjąłem ryzyko i dwukrotnie piorunująco zaserwowałem na Rafała Matusiaka. Piłka poszła w trybuny i wygraliśmy. Wielka szkoda, że w czwartej partii, przy stanie 7:7, pozwoliliśmy „odjechać” moim byłym kolegom. Tej straty już nie odrobiliśmy i przegraliśmy – kończy środkowy Avii.
Chemik nie grał nic nadzwyczajnego, wykorzystywał tylko słabość świdniczan. A tych słabości i błędów było co niemiara. Szwankowało przede wszystkim przyjęcie zagrywki. Co ciekawe, nie tej mocnej z wyskoku, ale lekkiej, bitej taktycznie. Chemicy po turnieju w Bydgoszczy, w którym brała udział Avia, mieli dobrze rozpracowanego Marcina Jarosza i serwowali głównie na niego. – Nie można winy za porażkę zrzucić tylko na jednego zawodnika – tłumaczy szkoleniowiec Avii Krzysztof Lemieszek. – Na treningach Jarosz, a także Jakub Guz oraz Marcin Kryś bez problemów przyjmują piłkę na palce. Niestety, w meczu jest już zupełnie inaczej – kończy trener. W Avii nie istniał też blok, goście wielokrotnie atakowali w wolne pole.
Po raz pierwszy miejscowi wyszli na prowadzenie dopiero w trzeciej partii, przy stanie 3:2. Swojego dnia nie miał też Wojciech Pawłowski. – Sami sobie jesteśmy winni, że nie wygraliśmy 3:0. Drużyna przez trzy lata była przygotowywana do ataku na PLS i teraz zamierzamy to zrobić – powiedział trener Chemika Wiesław Popik. Podczas meczu odbywała się zbiórka darów w akcji „Pomóż dzieciom przetrwać zimę”.
Jarosław Czępiński
Reklama













Komentarze