Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Trzecia przegrana Avii na swoim parkiecie

Coraz gorzej wiedzie się siatkarzom świdnickiej Avii. Po bardzo udanym początku sezonu przyszła seria porażek, która nie została zakończona w meczu z Chemikiem Bydgoszcz. Gospodarze podjęli walkę z kandydatem do awansu, ale tylko w trzeciej, wygranej na przewagi 26:24, partii. Avia przegrała całe spotkanie 1:3.
SKŁADY Avia: Gorzkiewicz, Kaźmierczak, Mazowski, Pawłowski, Pietryka, Jarosz, Kryś (libero) oraz Guz, Szczepanik. Ogonowski, Maziak. Delecta – Chemik: Borczyński, Matusiak, Kocik, Wieczorek, S. Wójcik, Nowak, Knasiecki (libero) oraz Blomberg, K. Wójcik, Lubiejewski, Niemiec, Ferguson. Sędziowali: Wojciech Kasprzyk (Częstochowa) i Andrzej Kuchna (Katowice). Widzów: 600.Gospodarze wyszli na parkiet ze sporym respektem dla rywala, zdecydowanie za dużym. Strach ich tak sparaliżował, że po kilku minutach przegrywali 2:9. – Zbyt duża strata na samym początku okazała się nie do odrobienia w dalszej części seta – mówi Wojciech Kaźmierczak. – W trzeciej odsłonie podjąłem ryzyko i dwukrotnie piorunująco zaserwowałem na Rafała Matusiaka. Piłka poszła w trybuny i wygraliśmy. Wielka szkoda, że w czwartej partii, przy stanie 7:7, pozwoliliśmy „odjechać” moim byłym kolegom. Tej straty już nie odrobiliśmy i przegraliśmy – kończy środkowy Avii. Chemik nie grał nic nadzwyczajnego, wykorzystywał tylko słabość świdniczan. A tych słabości i błędów było co niemiara. Szwankowało przede wszystkim przyjęcie zagrywki. Co ciekawe, nie tej mocnej z wyskoku, ale lekkiej, bitej taktycznie. Chemicy po turnieju w Bydgoszczy, w którym brała udział Avia, mieli dobrze rozpracowanego Marcina Jarosza i serwowali głównie na niego. – Nie można winy za porażkę zrzucić tylko na jednego zawodnika – tłumaczy szkoleniowiec Avii Krzysztof Lemieszek. – Na treningach Jarosz, a także Jakub Guz oraz Marcin Kryś bez problemów przyjmują piłkę na palce. Niestety, w meczu jest już zupełnie inaczej – kończy trener. W Avii nie istniał też blok, goście wielokrotnie atakowali w wolne pole. Po raz pierwszy miejscowi wyszli na prowadzenie dopiero w trzeciej partii, przy stanie 3:2. Swojego dnia nie miał też Wojciech Pawłowski. – Sami sobie jesteśmy winni, że nie wygraliśmy 3:0. Drużyna przez trzy lata była przygotowywana do ataku na PLS i teraz zamierzamy to zrobić – powiedział trener Chemika Wiesław Popik. Podczas meczu odbywała się zbiórka darów w akcji „Pomóż dzieciom przetrwać zimę”. Jarosław Czępiński

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama