Potrącił i nie pomógł bliźniemu?
W wypadku 19-letniego Remigiusza spod Włodawy brał udział samochód proboszcza z parafii w Wereszczynie. Ksiądz został już przesłuchany jako świadek.
- 11.12.2005 21:17
Wielokrotnie pisaliśmy o ciągnącym się bez końca dochodzeniu w sprawie potrącenia i pozostawienia na jezdni Remigiusza. W nocy 13 czerwca kierowca fiata punto potrącił jadącego rowerem chłopca. Nie zatrzymał się. Remigiusza z licznymi złamaniami rąk, nóg, klatki piersiowej i szczęki oraz poważnymi urazami głowy znalazł inny kierowca. Widział podejrzany samochód, zapamiętał część tablicy rejestracyjnej. Mimo to policja do dziś nie potrafiła zakończyć śledztwa w tej sprawie. Tymczasem chłopiec przeszedł kilka operacji. Kolejne przed nim. Przez kilka miesięcy rodzina, zdegustowana postawą policjantów, szukała sprawcy na własną rękę.
Zapytaliśmy wczoraj rzecznika włodawskiej policji, czy kierowcą, który potrącił Remigiusza był ksiądz z Wereszczyna pod Włodawą. – Nie potwierdzam i nie zaprzeczam – mówi nadkom. Dariusz Szkodziński. – Danych tego człowieka nie podam, bo nie postawiliśmy mu jeszcze zarzutów. Decyzję będziemy mogli podjąć dopiero po otrzymaniu opinii z laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Informacje te potwierdza Andrzej Lepieszko, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie. – Na pewno w zdarzeniu brał udział samochód duchownego. Proboszcz został już przesłuchany w charakterze świadka. Potwierdził, że to on jechał fiatem punto. Zaprzeczył jednak, że potrącił rowerzystę. W tej chwili jest prowadzona kompleksowa ekspertyza biegłych. Ona będzie miała decydujące znaczenie.
Józef K., proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Wereszczynie mówi, że w tej sprawie przesłuchiwany był już wiele razy. Zaprzecza jednak, że to on potrącił Remigiusza.
– Ja mogę pana zapewnić, że tak nie było – mówi. – Różne osoby ze mną już rozmawiały. Prokuratorowi powiedziałem wszystko, co wiem na ten temat. Aż mnie w gardle ściska, że ktoś może mi takie rzeczy robić. Wszystkim nam jest bardzo ciężko. Jestem tym umęczony i uszarpany.
Jeżeli potwierdzą się podejrzenia wobec duchownego, grozi mu do ośmiu lat więzienia.
Reklama












Komentarze