Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kulejąca droga do zdrowia

Pierwsi pacjenci mają się pojawić w szpitalu w Łęcznej w styczniu. Ale jeśli wcześniej w środku zimy i w szczerym polu nie pojawi się tu porządny chodnik, to nic z tego nie będzie. Nadzór budowlany już zapowiedział, że na uruchomienie przyszpitalnej przychodni nie pozwoli.
– To szpital w polu – tłumaczy Janusz Daniel, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. – Jest, co prawda, dobry dojazd, ale na piechotę się tu nie można dostać. Ulicą Krasnystawską zdrowa osoba nie przejdzie, a co dopiero chora... W razie wypadku prokurator szybko wyciągnie wnioski. Warunkowe zezwolenie na użytkowanie także nie wchodzi w rachubę. – Wiem, że będą naciski, ale nie mogę narażać pacjentów na niebezpieczeństwo – dodaje inspektor. Szpital w budowie znajduje się na uboczu, przy ulicy Krasnystawskiej. Z jednej strony szpitala nie ma chodnika na odcinku ok. 100 metrów, z drugiej brakuje ok. pół kilometra. Inwestorem jest Starostwo Powiatowe z Łęcznej. – Moja dokumentacja nie przewiduje dojść do szpitala. Oddajemy budynek, a nie drogę – twierdzi starosta Piotr Winiarski. Ale zaraz potem dodaje, że powiat chce ułożyć ok. 100 metrów tymczasowego chodnika z płyt. Czy takie rozwiązanie załatwi sprawę? Nic na to nie wskazuje. Nadzór budowlany zapowiada, że żadne prowizorki go nie interesują. A kiedy będzie chodnik z prawdziwego zdarzenia? Za... trzy lata. W Urzędzie Marszałkowskim (Krasnystawska to droga wojewódzka) poinformowano nas, że w przyszłym roku będzie opracowywana dokumentacja modernizacji tej ulicy. Roboty ruszą dopiero w 2007 roku i potrwają do 2008. Co na to wszystko burmistrz Łęcznej? – Nie będę inwestował na drodze wojewódzkiej, bo naruszę dyscyplinę finansów publicznych. Możemy najwyżej partycypować w kosztach budowy chodnika – mówi Teodor Kosiarski. – Brak dojścia do szpitala to problem starosty. Przecież pozwolenie na budowę szpitala wydawały jego służby. Nikt tego nie zauważył? – Urzędnicy mają służbowe samochody. Ale nie każdy jest takim szczęściarzem. Zamiast od razu zrobić chodnik od strony miasta, to każą chorym ludziom nadganiać kilometry – irytuje się pan Jacek, który mieszka na osiedlu obok szpitala. To nie pierwszy w ostatnim czasie przypadek absurdalnych perypetii z oddaniem do użytku szpitalnych pomieszczeń. W szpitalu w Chełmie sanepid nie chciał się na to zgodzić, bo sale miały za małe w stosunku do norm unijnych rozmiary. Po tym, jak szpital wprowadził korekty przeznaczenia tych pomieszczeń, sanepid uległ.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama