Pierwsze prognozy
Trwa gorący okres transferowy. Mimo że najlepsze dania już dawno zniknęły z karty transferowego menu, wciąż jeszcze klubowi działacze (niczym kulinarni mistrzowie) bacznie przeszukują mniej lub bardziej egzotyczne tereny. Liczą, że może jeszcze gdzieś natrafią na prawdziwie smakowity kąsek, który w nadchodzącym sezonie przysporzy swoim odkrywcom samych powodów do dumy.
- 13.01.2006 17:46
W większości ekstra- i pierwszoligowych klubów karty zostały już dawno odsłonięte, ale - w przeciwieństwie do poprzednich sezonów - nie da się tak łatwo przewidzieć wyników wielu spotkań. Jeszcze większy kłopot sprawia wytypowanie faworytów do walki o najwyższe laury. Zwłaszcza w wyrównanej jak nigdy dotąd I lidze.
W ekstralidze najłatwiej jest wytypować przyszłego triumfatora. Zespół mistrzów Polski 2004 i 2005 - Unia Tarnów, ma bardzo duże szanse, aby jeszcze raz sięgnąć po najwyższe laury. Wystarczy przypomnieć, że tarnowskim działaczom udało się zatrzymać braci Gollobów, Tonego Rickardssona czy Janusza Kołodzieja. Dodając do tego spektakularny transfer Pawła Hliba wizja wywalczenia przez \"Jaskółki” trzeciego tytułu z rzędu staje się całkowicie realna.
Wskazanie \"czerwonej latarni” rozgrywek także nie wydaje się trudne. Trochę nie wypada używać tego określenia na niespełna trzy miesiące przed inauguracją sezonu, jednak sytuacja, w której znalazł się Klub Sportowy Gwardia Wybrzeże wskazuje, że gdańszczanie, o ile w ogóle wystartują, będą tylko dostarczycielem punktów. W tej chwili klub nie ma skompletowanej kadry, a jakby tego było mało, ewakuują się z niego zawodnicy, którzy deklarowali wcześniej swoje starty w barwach GKS (Bjarne Pedersen wzmocnił Apatora Toruń - red.).
Powodem tak ciężkiej sytuacji zespołu z Pomorza jest duże zadłużenie. Przed rokiem gdańszczanie zostali dopuszczeni do rozgrywek warunkowo. Już wtedy nad zespołem Wybrzeża wisiały czarne chmury. Sezon minął, gdańszczanie utrzymali się w ekstralidze, ale problem sprzed roku powrócił jak bumerang. W kwestii dopuszczenia Wybrzeża do rozgrywek ligowych Główna Komisja Sportu Żużlowego ostateczną decyzję podejmie w najbliższym czasie. Nieoficjalnie wiadomo że w grę wchodzą dwa warianty. Według pierwszego, GKS otrzyma po raz kolejny warunkową zgodę na rywalizację z najlepszymi. Drugie możliwe rozwiązanie to przydzielenie gdańszczan do walki w I lidze.
Niestety, sprawa Gdańska nie jest jedyną, z którą w najbliższym okresie będą musieli sobie poradzić członkowie GKSŻ. Niezależnie gdzie ostatecznie przyjdzie ścigać się żużlowcom Wybrzeża władze polskiego żużla nie określiły jeszcze zasad spadku i awansu we wszystkich ligach. Problem powstał po wcześniejszym ustaleniu, że od sezonu 2007 na bazie ekstraligi utworzona zostanie liga zawodowa, która liczyć ma dziesięć drużyn, a nie jak do tej pory osiem. Może się okazać, że o prawo startu w lidze zawodowej bezpośrednio będzie rywalizować nawet sześć zespołów.
Wśród ekip pierwszoligowych o pierwszą czwórkę przez cały sezon zasadniczy rozgrywać się będzie zażarta walka. O ile zespoły z Ostrowa i Zielonej Góry są w tej rywalizacji pewniakami, o tyle między drużynami z Lublina, Gorzowa, Rybnika i Grudziądza toczyć się bój o każdy duży punkt. W całym I-ligowym towarzystwie może \"namieszać” jeszcze beniaminek z Gniezna, który szczególnie na własnym torze może wydrzeć punkty teoretycznie mocniejszym rywalom. Ostatnie miejsce \"zarezerwowane” zostało dla KSŻ Krosno, które podobnie jak Gdańsk przeżywa ciężkie chwile.
Uwolnienie rynku spowodowało, że szefowie kilku klubów (głównie pierwszoligowych) postawili budować składy w oparciu o zawodników z zagranicy. Budżety rożne, założenie jednakie, liczba miejsc na mecie ograniczona. Ktoś dobiegnie do końca; ktoś dostanie zadyszki na dystansie; są też skazani na porażkę już w przedbiegach. Jak zakończy się ten żużlowy maraton 2006 i gdzie finalnie znajdzie się TŻ Sipma? Lubelscy działacze dzięki ciekawej polityce transferowej pozwalają nam wierzyć, że powtórka z ubiegłego, byle jakiego sezonu raczej nam nie grozi.
Reklama













Komentarze