Gdańsk zdegradowany
W minioną sobotę w Warszawie obradowała Główna Komisja Sportu Żużlowego. Jednym z najważniejszych tematów posiedzenia była kwestia podjęcia decyzji w sprawie dopuszczenia do rywalizacji w ekstralidze Gdańskiej Korporacji Sportowej Gwardia Wybrzeże. GKSŻ uchwaliła, że z powodu niespełnienia przez gdański klub wymogów licencyjnych nie otrzyma on prawa startu w najwyższej klasie rozgrywkowej w sezonie 2006.
- 23.01.2006 16:16
Zespół z Pomorza w ubiegłym roku miał identyczne problemy, ale decyzją GKSŻ został dopuszczony do rozgrywek warunkowo. Tym razem włodarze polskiego żużla zadecydowali inaczej i zdegradowali gdańszczan do I ligi.
Aby ekstra i pierwsza liga 2006 liczyły po osiem zespołów GKSŻ ustaliła, że o wakat wśród najlepszych mogą starać się cztery pierwszoligowe ekipy: ZKŻ Zielona Góra, KM Ostrów, RKM Rybnik i Stal Gorzów. Warunkiem uzyskania przez jeden z tych klubów prawa do udziału w rozgrywkach o Drużynowe Mistrzostwo Polski będzie uzyskanie licencji zgodnie z uchwałą Zarządu Głównego Polskiego Związku Motorowego. Zespół, który spełniałby te warunki zamieniłby się w terminarzach ekstra i I ligi z teamem z Gdańska. Gdyby jednak żaden z wymienionych, pierwszoligowych klubów nie otrzymał wymaganej licencji, wówczas w rozgrywkach ekstraligi 2006 wystartowałoby siedem drużyn. Problem byłby rozwiązany tylko częściowo, ponieważ na pierwszym froncie przyszłoby rywalizować ze sobą dziewięciu ekipom.
Decyzje dotyczące kontraktowania przez GKS Gwardia Wybrzeże zawodników na nadchodzący sezon, GKSŻ uchwaliła, że żużlowcy związani umowami z gdańskim klubem uzyskują prawo do zawarcia umowy z każdym innym zespołem, co jest równoznaczne z unieważnieniem kontraktu z Wybrzeżem. Prawdopodobnie dla podjęcia takiej decyzji niemałe znaczenie miał casus Bjarne Pedersena. Duńczyk, który na początku okresu transferowego parafował umowę z GKS Gwardia Wybrzeże widząc, że ekstraligowy byt tego zespołu pozostawał przez długi czas niepewny podpisał też kontrakt z toruńskim Apatorem.
Działacze czterech pierwszoligowych drużyn mają teraz nie lada orzech do zgryzienia. Z jednej strony kusi możliwość rywalizacji z najlepszymi, z drugiej zaś odpychają nierówne zasady, premiujące rywali. Zapewne budżety jak i polityka transferowa pretendujących do ekstraligi zespołów byłyby inne, gdyby działacze tych klubów wiedzieli wcześniej, że przyjdzie im rywalizować w gronie najlepszych. Zasadniczą kwestię odgrywa w tym przypadku zakaz kontraktowania zawodników cyklu Grand Prix przez zespoły z niższych lig.
Na stałe zadomowione w ekstralidze drużyny nie dość, że mocne krajowo, dysponowałyby też mocniejszymi atutami w postaci lepszych stranieri. Jako kontrargument można jednak podać, że teamy z Zielonej Góry, ale przede wszystkim Ostrowa i Gorzowa, mogłyby w tym momencie postawić na ilość, a nie na jakość obcokrajowców.
Co na to sami zainteresowani? Najbardziej z decyzji GKSŻ cieszą się chyba w Zielonej Górze. Tamtejszy klub drugi rok z rzędu uniknąłby degradacji. W sezonie 2004 zielonogórzanie zajęli siódme miejsce w tabeli ekstraligi, ale zwycięsko wyszli z baraży z lubelskim TŻ Sipma. W minionym roku ZKŻ zajął ostatnie miejsce, co przesądziło o spadku tego zespołu. Nieoficjalnie wiadomo, że działacze tego klubu dość przychylnie patrzą na możliwość uczestnictwa ich zespołu w rozgrywkach ekstraligi 2006.
Największy dylemat mają w Ostrowie. Tamtejszy klub, wspierany przez dwóch solidnych sponsorów, to jeden z głównych faworytów w walce o awans. W założeniach działaczy zespół miał dopiero w przyszłym sezonie rywalizować z najlepszymi, a w celu realizacji tego planu zakontraktowano liczną grupę obcokrajowców wspartą bardzo dobrymi zawodnikami krajowymi. Stworzono silny skład, ale czy wystarczająco mocny na walkę w ekstralidze? To chyba główne zmartwienie kierownictwa ostrowskiego klubu.
Kolejnym zespołem, który dostał od GKSŻ szansę na przejęcie po Gdańsku miejsca w ekstraligowym gronie, jest Stal Gorzów. Gorzowianie wcześniej nie zastanawiali się nad taką ewentualnością i jest mało prawdopodobne, aby ta drużyna usilnie starała się otrzymać ekstraligową licencję. Podobnie jak w Gorzowie również i w Rybniku mało kto liczył się z możliwością rywalizacji z najlepszymi. RKM jest w tej chwili najsłabszy kadrowo spośród wymienionych ekip i trudno podejrzewać, że działacze rybnickiego klubu będą kruszyć kopie o ekstraligę.
Dla TŻ Sipma najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby, gdyby „przepustkę” do najwyższej klasy rozgrywek otrzymała drużyna z Ostrowa lub Zielonej Góry. Wprawdzie nie- znany jest jeszcze skład zespołu z Gdańska, ale z pewnością nie będzie on tak silny jak Intaru czy ZKŻ. W przypadku startu któregoś z tych teamów w ekstralidze lublinianom odpadłby w nadchodzącym sezonie bardzo silny rywal. •
Kibice speedwaya w Lublinie mają dość oglądania sportowej rywalizacji zza ogrodzenia okalającego tor i boisko stadionu przy Alejach Zygmuntowskich. Z inicjatywy członków Fan Klubu TŻ Sipma ruszyła akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o demontaż krat. – Nie chcemy całkowitego usunięcia ogrodzenia ale zmniejszenia jego wysokości o połowę, w obecnej formie kraty skutecznie utrudniają kibicom śledzenie tego, co się dzieje na torze – uzasadnia prezes Fan Klubu, Dariusz Bigelmajer.
Oprócz zbiórki podpisów pod petycją, kibice zamierzają wystosować także list do prezydenta miasta – Andrzeja Pruszkowskiego. – List jest już gotowy, można go przeczytać na oficjalnej stronie Fan Klubu (www.fanklub.tzlublin.com. – red.). Podpisy będziemy zbierać przez okres dwóch tygodni. Od piątku, kiedy ruszyliśmy z tą akcją, zebraliśmy już około siedemdziesięciu – dodaje Bigelmajer.
W pierwotnym założeniu, pięciometrowa krata miała zapewniać bezpieczeństwo podczas zawodów rozgrywanych na miejskim obiekcie. Doświadczenia kilku spotkań futbolowych „podwyższonego ryzyka” dowiodły, że ogrodzenie w znaczącym stopniu nie wpływa na poprawę bezpieczeństwa na stadionie. Pomijając wątpliwe walory
estetyczne krat kolejnym argumentem przemawiającym za ich demontażem jest fakt zainstalowania
na stadionie profesjonalnego monitoringu,
dzięki któremu łatwiej będzie utrzymać
porządek w obrębie
całego obiektu.
Swoją drogą ciekawe jak tę „inicjatywę ludową” rozpatrzą sympatycy żużla piastujący wysokie stanowiska w lubelskim magistracie.
Karol Grzywacz
Reklama













Komentarze