Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Miał czas, żeby zabić

Winny – zakomunikował wczoraj sędzia Michałowi W. W drzwiach sali rozpraw czekali już na niego policjanci. Za zamordowanie w styczniu 2001 roku swojej koleżanki Iwony B. w Bratniku pod Lubartowem został skazany na 25 lat więzienia. Michał W. cieszył się wolnością przez ostatnie trzy lata.
Za kratki trafił w 2001 roku, tuż po morderstwie Iwony. Przesiedział prawie dwa lata. Wyszedł, bo został uniewinniony. Ale sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia. Michał W. odpowiadał przez cały czas z wolnej stopy. Do wczoraj. O tym, że wyrok będzie skazujący, było wiadomo już w chwili, kiedy na salę weszli policjanci. Mieli pilnować, żeby Michał W. nie uciekł. Zaraz potem sędzia ogłosił: za zabójstwo mężczyzna ma trafić do więzienia na 25 lat. 18-letnia Iwona G. została zamordowana 4 stycznia 2001 roku. Około godz. 19 wysiadła z autobusu w Bratniku. Miała do przejścia półtora kilometra. Morderca czekał w połowie drogi. Zaciągnął dziewczynę do lasu i zakatował jakimś narzędziem. Michał W. do godziny dziewiętnastej był w sklepie, tuż obok swego domu. Od miejsca zbrodni dzieliło go 700 metrów. O 19.18 dzwonił z domu do swej byłej dziewczyny. Czy w ciągu kilkunastu minut mógł zdążyć zamordować Iwonę? Sędziowie wyliczyli, że tak. – Rowerem mógł dojechać na miejsce zbrodni w trzy minuty, tyle samo czasu zajął mu powrót – wyliczał sędzia Jarosław Dąbrowski. – Do tego trzeba dodać kilka minut na atak. To daje w sumie 10–12 minut, a Michał W. nie ma alibi na ponad 15 minut. Oskarżony po usłyszeniu wyroku poczerwieniał na twarzy. Potem z niedowierzaniem zaczął kręcił głową. Zakuty już w kajdanki rozpłakał się. – Może Iwona B. wydawała mu się niedostępna, że nie dla niego – zastanawiał się nad motywem zbrodni sędzia Dąbrowski. – To już wie tylko oskarżony. Wczorajszy wyrok nie jest prawomocny. Adwokat Michała W. będzie się odwoływał.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama