Człowiek w masce
Za trzy tygodnie będzie już po 18 kolejce ekstraklasy i meczu Górnik Łęczna – Arka Gdynia. Przygotowania wchodzą w decydującą fazę, w tym układanie wyjściowych jedenastek. Piłkarze, a zwłaszcza kibice, mają już dość długiej przerwy w rozgrywkach. Trzy miesiące żmudnych, ciężkich zajęć i... tylko dwa miesiące ligowego grania.
- 12.02.2006 23:02
Tylko cóż zrobić. Jaka jest pogoda za oknem, doskonale widać – zima zapanowała niepodzielnie. Na szczęście wczoraj wreszcie zrobiło się przyjemniej i zaświeciło słońce. Na chwilę, bo w lutym i nawet marcu jeszcze wszystko zdarzyć się może. Górnik w poszukiwaniu sprzyjającej aury ucieka na południe Europy. I już prawie dwa tygodnie spędził na Cyprze. Jednak to była dopiero pierwsza połowa. Druga, po krótkiej przerwie w kraju, też związana jest ponownie z wyprawą nad Morze Śródziemne.
Tylko z „Bledzą”
Polska powitała łęcznian srogą zimą. W sobotę „zielono-czarni” rozpoczęli zajęcia o godz. 17, już po zmroku, przy światłach. W mocnych podmuchach wiatru, gęsto sypiącym śniegu oraz temperaturze bliskiej dziesięciu stopni poniżej zera. Na sztucznym, odśnieżonym boisku Dariusz Kubicki miał do dyspozycji dwudziestu jeden piłkarzy oraz... Arturów Płatka i Sejuda. Z cypryjskiej ekipy zabrakło bramkarzy Krzysztofa Żukowskiego i Przemysława Tytonia oraz Łukasza Stefaniuka i Dawida Sołdeckiego. Dwaj ostatni w ogóle tym razem nie pojadą na najbliższe zgrupowanie, ze względu na dolegliwości zdrowotne. Natomiast młodzi golkiperzy otrzymali od „Kuby” dłuższą od pozostałych kolegów przerwę. – Przemek i tak nie poleci na Cypr, tylko do Chorwacji z reprezentacją U-19 – wyjaśnia szkolący bramkarzy Artur Sejud. – Dlatego do Ayia Napa pojedzie dwóch chłopaków, ale przecież wiemy na co stać Tytonia. Kto będzie numerem dwa? Odpowiem po obozie. Ja na pewno nie, bo w ogóle nie będę zgłoszony do rozgrywek – odparł śmiejąc się trener. Choć później udowodnił, że wciąż pamięta, na czym polega ten fach.
Szkoleniowcy komplementują wszystkich bramkarzy, z których każdy bronił po jednym meczu na ostatnim zgrupowaniu, ale i tak jedna sprawa jest pewna. Jeśli tylko zdrowie nie będzie szwankowało, to... – Pozycję numer jeden zachowuje pewnie Andrzej Bledzewski, nie tylko z racji doświadczenia – zdradza Dariusz Kubicki i dodaje natychmiast: Jednak musi być czujny, bo młodzi mocno naciskają.
Na wszelki wypadek, jeszcze dziś, przed odlotem „Bledza” razem z Ryszardem Majewskim pojedzie do Warszawy. – Do Carolina Medical Center, aby zrobić USG – uściśla klubowy specjalista odnowy biologicznej. – To taka wizyta kontrolna. Konsultację przeprowadzi doktor Stanisław Machowski, nasz dobry znajomy z Legii Warszawa.
Grunt do zdrowie
Powoli Górnik zaczyna mieć za sobą kłopoty zdrowotne. Normalnie trenują już Walerij Sokolenko, Łukasz Masłowski i Przemysław Kulig, który na Cyprze nie wystąpił w ani jednym sparingu. – Do zajęć na pełnych obrotach wszedłem od niedawna, więc nie mogę powiedzieć, czy już wszystko jest porządku – stwierdził pozyskany z Jagiellonii Białystok defensor. W Ayia Napa trener przesunął na prawą obronę Piotra Bronowickiego – wcześniej na tej pozycji grał jego brat Grzegorz – i nie zawiódł się. „Skuter”, nie tylko z racji wojowniczego charakteru, pozostawił swoją grą bardzo korzystne wrażenie, mocno przekonując, że należy mu się miejsce w podstawowej jedenastce. Niekoniecznie w roli defensywnego pomocnika. Teraz Kulig będzie zmuszony przystąpić do rywalizacji ze zdwojoną ambicją. Rękawica została rzucona i... podniesiona. – Konkurencja musi być, to chyba normalne – odpowiada ze spokojem Przemek. – Nie boję się tego i nie przejmuję, ale w tej chwili najważniejsze dla mnie jest, abym był zdrowy.
Nos Kamila
Bo jeśli Przemysław Kulig nie dojdzie do czasu spotkania z Arką do pełnej dyspozycji, wówczas szkoleniowiec będzie musiał postawić albo na Piotra Bronowickiego, albo, tak jak w sparingu z Otelul Galati, na Artura Andruszczaka. Bo, o ile wiele przemawia za tym, że lewy bok pomocy zajmie Tomasz Sokołowski, to o tyle rywalizacja po przeciwległej stronie boiska może przebiegać pasjonująco. Kontuzja zatrzymała nieco, będącego już dobrej na ku temu drodze, Łukasza Masłowskiego i szansę, tak jak na Legii, otrzymał Kamil Oziemczuk. – Grało mi się na boku bardzo dobrze – przyznał wychowanek Górnika przed sobotnim treningiem, do końca którego, niestety, nie dotrwał. Po jednym ze starć młody zawodnik padł na trawę z krwawiącym nosem. Do akcji musiał wkroczył zziębnięty Ryszard Majewski. – Kamil, dawaj, zaraz ci przejdzie – pokrzepiał podopiecznego trener. Jednak na próżno, bo piłkarza zabrakło nawet na niedzielnych zajęciach. – Mam złamany nos – mówi Oziemczuk. – I teraz będę ćwiczył w masce. W poniedziałek jadę do Katowic, gdzie jest zaplanowana zbiórka reprezentacji U-19. Trener Michał Globisz chce mnie zobaczyć i porozmawiać. Być może zamiast do Chorwacji z kadrą polecę ostatecznie z Górnikiem na Cypr.
– Tylko dobrze się porozciągajcie, żeby się nic nie stało. Jest duża różnica temperatur – pouczał Artur Płatek. A Artur Sejud w obroty wziął jedynaka Andrzeja Bledzewskiego. Bramkarz później nie miał zbyt szczęśliwej miny, bo Dariusz Kubicki zarządził między innymi trening szybkościowy, ściśle połączony z finalizowaniem akcji ofensywnych. Co chwila na „Bledzę” sunęły trójkowe ataki zamykane strzałami z najbliższej odległości, więc do siatki trzeba było sięgać często. I do tego jeszcze śnieg padający prosto w oczy.
„Pomarańcze” górą
Potem było już lepiej. Podzieleni na dwie drużyny „górnicy” zagrali krótki mecz na połówce boiska, rozgrywając futbolówkę „na dwa kontakty”. W jednej ekipie – „pomarańczy” – znaleźli się „starzy”, a w drugiej „młodzi” i „nowi”. Bramki tych pierwszych, dowodzonych przez Piotra Bronowickiego, strzegł Andrzej Bledzewski, a drugich Artur Sejud. „Skuter” raz po raz krzyczał na partnerów, pouczając i mobilizując ich do nieustępliwości. – Dobrze, Piotrek. Krzycz i organizuj – zachęcał trener.
Pierwszego gola zdobył Borce Manevski, którego kontrakt jest dopinany między Górnikiem a Pobedą Prilep. Wyrównał z bliska Veljko Nikitović, ale ostatnie dwa słowa należały do Jakuba Grzegorzewskiego. Najpierw sprowadzony z Korony Kielce napastnik wykorzystał rzut karny, podyktowany za trzy rogi, a następnie z bliska pokonał Sejuda po podaniu Krystiana Michalaka. Pomimo wpuszczenia trzech goli szkoleniowiec bramkarzy zebrał pochwały, zwłaszcza po jednej interwencji, kiedy wyciągnął się jak struna. – Ta parada była super – komplementował „Kuba”. Nikt nie odpuszczał, ale szybko okazało się dlaczego. Zwycięzcy zakończyli trening delikatnym rozbieganiem, a przegrani sprintem dookoła boiska. Za karę. „Kuba” nie oszczędził nawet swojego asystenta Artura Płatka.
Jedno piwko
W niedzielę rano zespół uczestniczył w sesji zdjęciowej, a godz. 10 trenował po raz drugi. Też na bocznym boisku i jak zwykle z piłkami. Tak, jak lubią zawodnicy. Zajęcia szybkościowo-wydolnościowe połączone były ponownie z gierką. Dziś wolne, a jutro o godz. 22.20 odlot z Okęcia do Ayia Napa. Następna okazja podpatrzenia górników dopiero za dwa tygodnie. No, chyba że kogoś z kibiców stać na wyjazd na Cypr. Co prawda trochę na wyspie wieje, ale ze znalezieniem wolnych miejsc przed sezonem problemów być nie powinno. A i może uda się załapać na... browarek. – Na zakończenie tamtego obozu postawiłem chłopakom po jednym piwku – zdradził szkoleniowiec. I jak można było podpatrzeć z boku, pomimo niezbyt interesującego położenia w tabeli, atmosfera w ekipie całkiem sympatyczna. Nie to co jesienią.
Reklama













Komentarze