Ćwierćfinał mało realny
Nawet najstarsi górale nie pamiętają, kiedy piłkarki ręczne SPR ICom Lublin rzuciły w meczu szesnaście bramek. Tyle właśnie razy podopieczne trenera Edwarda Jankowskiego zmusiły do kapitulacji bramkarkę DVSC Debreczyn, w pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu Federacji. Węgierki rzuciły jednak osiem bramek więcej i to one są bliższe awansu do dalszej fazy rozgrywek.
- 12.02.2006 22:28
SKŁADY I BRAMKI
Debreczyn: Vorozscova – Csaki 5, Latakite 2, Caltikova 1, Racz 2, Orban 9, Stuparicova 4, Madai 1, Soos.
SPR ICom: Chemicz – Damięcka 3, D. Malczewska 4, Kamelina, Puchacz 3, Lisowska 1, Rola 1, Aleksandrowicz 2, Hipnarowicz, Duran 2.
Widzów: 2700. Sędziowali: Saulius Zvironas i Algis Mikucionis (Litwa).
Przed wyjazdem do Debreczyna wiadomo było, że osłabione mistrzynie Polski czeka ciężka przeprawa. Na domiar złego w trakcie piątkowego treningu urazów nabawiły się Małgorzata Rola i Anna Lisowska. Mimo przysłowiowego wiatru w oczy lublinianki pojedynek z aktualnym wiceliderem ekstraklasy Węgier rozpoczęły bez respektu. Pierwszą bramkę w meczu zdobyła Dorota Malczewska i przez kwadrans SPR ICom dotrzymywał kroku gospodyniom. W 17 min DVSC prowadził 7:6 i od tego momentu systematycznie powiększał przewagę. Po kolejnych pięciu minutach wynosiła ona już pięć „oczek” (6:11). Wpłynęła na to seria niewykorzystanych okazji mistrzyń Polski, które po stracie piłki nie były w stanie powrócić do obrony i przerwać szybkich kontrataków miejscowych szczypiornistek.
Rywalkom na pewno nie można było odmówić ostrej i momentami bezpardonowej gry. Gospodynie nie oszczędzały naszych piłkarek, a najbardziej skutki takiej postawy odczuły Lisowska i Izabela Puchacz. O pechu może mówić ta druga, która nabawiła się urazu stawu skokowego i w 42 min opuściła parkiet na noszach. Kontuzja okazała się na tyle poważna, że rozgrywająca SPR ICom nie wystąpi w meczu rewanżowym.
Lublinianki przegrały nie tylko z DVSC, ale i fanatyczną miejscową publicznością. Grubo ponad dwa tysiące widzów na trybunach tworzyło taki tumult, że nasze zawodniczki miały problemy z... komunikacją na parkiecie. Pocieszające jest to, że nasz zespół, jeśli dobrze zorganizował grę na „tyłach”, potrafił skutecznie odeprzeć ataki rywalek, czego dowodem były stracone „tylko” 24 bramki. W sobotę, w meczu rewanżowym, może to jednak okazać się za mało, bo aby myśleć o wyeliminowaniu Debreczyna trzeba grać również skutecznie w ataku. A jak to zrobić w tak przetrzebionym składzie? Odpowiedź na to pytanie pozostawiamy sztabowi szkoleniowemu, który, niestety, nie chciał skomentować gry SPR ICom w Debreczynie.
Reklama













Komentarze