W jesiennej rundzie III ligi świdnicka Avia, wicelider rozgrywek, była lepsza od rywali z regionu, pokonując zarówno Hetmana jak i Motor. W zimowych sparingach jest odwrotnie. W minioną sobotę Avia przegrała z zamojskim zespołem, a wczoraj, na boisku Górnika Łęczna, uległa lublinianom 0:2.
(tor)
15.02.2006 21:00
Bramki: Nowak (5 min), Samolej (38 min).
Motor: Rachowski – Syroka, Ptaszyński, Chmura, Lenart – Sobiech, Kucharski, Bugała – Nowak, Samolej, Popławski.
Po przerwie grali: Szaruga – Kubiak, Marzec, Maciejewski, Falisiewicz – Maziarz, Drej, Zajączkowski – Stachyra, Sawa, Grębowski.
Avia: Gieresz – Machnikowski, Dziewulski, Bednaruk, Czępiński – Szewc, Wiącek, Orzędowski, Misztal – Boniaszczuk, Gromba oraz Pastusiak, Bielak, Gutek, Pranagal, Galiński, Zawadzki.
Nawet towarzyskie derby wyzwoliły u zawodników obydwu drużyn sporo emocji. Na boisku nie brakowało walki, ale głównie w środkowej strefie. Pod bramkami było mało spięć, a jeżeli już do nich dochodziło, to przeważnie po prostych błędach defensorów. W pierwszej połowie nonszalanckie zagrania częściej zdarzały się obrońcom ze Świdnika, za co zapłacili utratą dwóch goli. Już na początku spotkania okazję wykorzystał Konrad Nowak, który po podaniu Rafała Samoleja pokonał na raty Łukasza Gieresza. Później na listę strzelców wpisał się Samolej, ale za swoje trafienie powinien podziękować przeciwnikom. A zaczęło się od niefortunnego podania Pawła Machnikowskiego do swojego bramkarza. W całą sytuację wmieszał się jeszcze niepewnie interweniujący Marcin Dziewulski i napastnikowi Motoru nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce.
W drugiej linii Motor także prezentował się lepiej, a gracze z tej formacji wspólnie z kolegami z obrony nie dopuszczali do groźnych sytuacji pod bramką Bartosza Rachowskiego. – Rafał Wiącek i Sebiastian Orzędowski trochę odstawali, stąd nasze problemy w środku pola – ocenił pierwszą połowę Marek Maciejewski, trener Avii.
Po zmianie stron mecz był ciekawszy, a ataki świdniczan trochę groźniejsze. Sporo ożywienia wnieśli Piotr Bielak, Paweł Pranagal i Marek Galiński. Trzeba też przyznać, że defensywa Motoru, z dwoma juniorami, nie stanowiła już takiego monolitu. Pranagal mógł dwukrotnie zaskoczyć Grzegorza Szarugę (wychowanek Lublinianki otrzymał zgodę na grę w sparingu, a w sobotę prawdopodobnie dojdzie do sfinalizowania jego przejścia do Motoru). Najpierw strzelił głową (po centrze Galińskiego) obok słupka, później w sytuacji sam na sam ponownie nie trafił w bramkę. Po przeciwnej stronie boiska bliski szczęścia był Mariusz Sawa, jednak trafił w słupek. Lublinianom też dopisało szczęście, ponieważ Orzędowski uderzył w spojenie.
W składzie Motoru ponownie nie mogli wystąpić lekko kontuzjowani Piotr Prędota i Nigeryjczyk Bernard Ocholeche. Z kolei Dariusz Turkowski był przeziębiony. Lublinianie powinni zagrać w komplecie w najbliższy piątek, kiedy w Łęcznej zmierzą się ze Stalą Stalowa Wola. W poniedziałek Motor wyjedzie na drugie zgrupowanie, tym razem nad morze.
Na początku graliśmy trochę nerwowo, ale w derbach tak już jest, że dominuje twarda walka. Dobrze, że w tej walce nie ustępowaliśmy rywalom – powiedział Ryszard Kuźma, trener Motoru.
– Spotkanie byłoby ciekawsze, gdyby moi obrońcy popełnili mniej błędów – dodał trener Maciejewski.
Komentarze