Z półtoragodzinnym opóźnieniem rozpoczął się mecz kontrolny rezerw Górnika Łęczna z Podlasiem. Powód? Zanim piłkarze obu jedenastek wybiegli na plac gry, najpierw wzięli się za... usuwanie śniegu. - Zależało nam na tym, aby grać na sztucznej nawierzchni - informuje Robert Różański, drugi trener bialczan.
GÓRNIK II ŁĘCZNA - PODLASIE BIAŁA PODLASKA 0:3 (0:2) Zanim rozegrano sparing, piłkarze \"trenowali
19.02.2006 22:12
Wszyscy więc złapali za łopaty i zaczęli doprowadzać do ładu boisko. Przez blisko godzinę zalegający śnieg usuwali wyłącznie zawodnicy gospodarzy i goście z Białej Podlaskiej, później w sukurs przyszli im juniorzy... Hetmana Białystok, którzy do Łęcznej przyjechali na zaplanowany później sparing.
Kiedy udało się rozpocząć mecz, piłkarze Górnika nie mieli już siły. - W tym dniu wykonaliśmy ogromną pracę, ale nie w trakcie gry, a przy odśnieżaniu - mówi Sławomir Pogonowski, szkoleniowiec \"górników”. - Rozgrywanie tego spotkania nie miało najmniejszego sensu. Moi piłkarze nie byli w stanie poruszać się na boisku. Nie miałem nawet wielkiego pola manewru w składzie, gdyż na ławce rezerwowych zasiadł tylko jeden piłkarz - dodał trener Pogonowski. - Dlaczego upieraliśmy się przy tym aby zagrać? Bo na śniegu to równie dobrze mogliśmy pograć u nas - mówi z kolei Robert Różański. Były piłkarz Górnika w tym meczu poprowadził swoich kolegów sam, gdyż z powodu choroby nie mógł przyjechać Maciej Kosik.
- Zagraliśmy dobry mecz, nie mniej większą \"kulturę” gry zaprezentowali gospodarze. Nastawiliśmy się na kontrataki, które przyniosły oczekiwane rezultaty - podkreślił popularny \"Robson”. Prowadzenie dla przyjezdnych już w 5 minucie uzyskał Jarosław Pacholarz, a na 2:0 podwyższył nowy nabytek Podlasia Łukasz Irla. - Pierwszą bramkę straciliśmy ze spalonego, natomiast drugi gol padł po ewidentnym błędzie naszego bramkarza - mówi Sławomir Pogonowski. (map)
Komentarze