Wielkie rozczarowanie...
SKOKI NARCIARSKIE • Wyznanie Adama Małysza
Adam Małysz zajął 14. miejsce w konkursie na dużej skoczni w 20. zimowych igrzyskach olimpijskich. Wcześniej w rywalizacji na średnim obiekcie był siódmy. Dwukrotny medalista ZIO 2002 nie kryje rozczarowania startami w Pragelato. Nie wie, czy będzie miał motywację do dalszego skakania.
- 19.02.2006 22:20
Konkurs – Jestem bardzo rozczarowany. Nie wiem jak odreaguję tę porażkę. Na pewno nie rzucę kaskiem ze złości, bo jest za ładny. Po pierwszym skoku liczyłem po cichu na brąz. Do pierwszych dwóch zawodników miałem za dużą stratę. Ale do kolejnych nie tak dużą. Szanse były. Walczyłem do końca. Nie wiem, czemu brakowało tych metrów. Problemem na pewno jest prędkość. Na średniej skoczni jeździłem lepiej, nie odstawałem od wszystkich. Na dużej było gorzej. Każdy by chciał skakać jak Morgenstern i Kofler. To wymarzone igrzyska dla nich. Skakali wyśmienicie na średniej skoczni, ale zepsuli w drugiej serii. Tutaj wytrzymali presję i skoczyli pięknie. Żałuję, że nie zagrali tutaj Mazurka Dąbrowskiego.
Zmiana pokoleniowa – Na podium jest dwóch młodych zawodników... Nie ma mnie, Ahonena, Widhoelzla. Tych trochę starszych skoczków. Niewykluczone, że to koniec starej generacji. Wprowadzono nowe przepisy, świat poszedł do przodu. Ci młodzi zawodnicy, którzy mogą zmienić wszystko, mają większe szanse. Starszym, w pewnym sensie, ciężko się rozwijać, ulepszać. Któryś z trenerów powiedział, że w skokach zawodnik rozwija się do 26 roku życia.
Forma – Ostatnio wszyscy ludzie, i dziennikarze, mówili, że forma wraca. I ja w to uwierzyłem. Tym bardziej, że nieźle skoczyłem na średniej skoczni, do medalu zabrakło półtora metra. Na dużej skoczni na pewno nie jestem słabszy niż na normalnej. Ale formy nie było i skakać nie było jak. Robiłem, co w mojej mocy. Ale jak nie ma błysku, to nie ma nic. Nie było czegoś takiego, że stawałem na rozbiegu i wiedziałem, że skoczę. Po Koflerze, Bystoelu, Morgensternie było to widać. Była moc. Swoboda. Jak byłem w dobrej formie to skok za skokiem był udany. I już jadąc na rozbiegu wiedziałem, że skoczę dobrze i daleko. A tu takiego poczucia nie miałem, cały czas nad czymś pracowałem, czegoś brakowało. W zimie generalnie ciężko nad czymkolwiek pracować – w zimie to trzeba skakać
Presja – Cztery lata skakałem bardzo dobrze. Byłem w optymalnej formie. I po czymś takim zawsze przychodzi kryzys. A ja nie miałem wsparcia w drużynie. To właśnie było najgorsze, że w końcu zawsze zostawałem sam. Byłoby świetnie, gdyby chłopcy mogli zdjąć ze mnie to obciążenie, tę presję wytwarzaną przez kibiców, media... żebym mógł odpocząć, robić swoje.
Trenerzy – Heinz Kuttin to dobry trener. Z ostate-cznymi ocenami poczekajmy do końca sezonu. Wtedy będą wyciągnięte wnioski. Każdy trener popełnia jakieś błędy, on też. Zmiana trenera mogłaby być dla mnie motywacją. Czegoś trzeba, żeby ta motywacja przyszła. Słyszałem, że mają wyrzucić Heinza. Słyszałem, że głównym kandydatem do objęcia stanowiska jest Stefan Horngacher. Nie znam jego metod, nigdy z nim nie pracowałem.
Przyszłość – Następne igrzyska? Dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć. To jeszcze cztery lata. Szmat czasu, trzeba motywacji, żeby tak długo startować. W Vancouver miałbym 32 lata, Jens Weissflog w tym wieku jeszcze wygrywał. Nic nie jest wykluczone. Za rok są mistrzostwa świata w Sapporo. I to jest jakieś wyzwanie. Muszę mieć wewnętrzną chęć, potrzebę skakania. Muszę mieć wielką motywację, by startować dalej. Potrzebuję kogoś albo czegoś, co mnie zmotywuje, jakiegoś bodźca. Muszę też czuć się dobrze z tymi, z którymi współpracuję. Jeżeli miałbym skakać źle, zajmować miejsce 20 czy 30 – to zawodnikowi na moim poziomie nie przystoi.
Reklama













Komentarze