Reklama
Płać, bo trafisz na listę
Najpierw spółdzielnia odcina dłużnikom wodę i ogrzewanie. Potem straszy sądem. A jeśli to nie działa, wysyła powiadomienie, że będą wpisani na listę Krajowego Rejestru Długów. Dopiero to pomaga.
- 03.03.2006 21:11
Dwudziestu dłużników Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej jest już na liście KRD. – To bodziec dla ludzi, żeby zaczęli płacić czynsz – mówi Jan Gąbka, prezes LSM. – Najskuteczniej działa na tych, którzy mają pieniądze, ale płacić nie chcą. Wystarczy samo ostrzeżenie o możliwości wpisania na taką listę.
Jeśli jesteś wpisany do KRD, nie dostaniesz kredytu, nie kupisz telefonu na abonament ani towaru na raty. Bo zanim firma zwiąże się z Tobą, sprawdzi, czy nie ma Cię na czarnej liście. Dlatego, według KRD, 58 proc. dłużników tylko po otrzymaniu wezwania do zapłaty i ostrzeżeniu o możliwości dopisania ich długu na listę spłaca długi.
Za sam wpis do rejestru, a potem przechowywanie danych o dłużniku, spółdzielnia musi płacić kilkaset złotych abonamentu miesięcznie. Dlatego nie wszystkie spółdzielnie stać na ten chwyt. Tak jest np. w Spółdzielni Mieszkaniowej „Domator” w Białej Podlaskiej. Zadłużenia sięgają tam 12 tysięcy zł. – Wolimy kierować sprawę do sądu i eksmitować – mówi prezes Mirosław Rutkowski. (at)
Reklama












Komentarze