Ptasia grypa w Polsce
Łabędzie znalezione w Toruniu prawdopodobnie były zakażone groźną dla człowieka odmianą wirusa ptasiej grypy. To opinia Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Wyniki mają być znane dziś.
- 05.03.2006 19:59
Dwa chore łabędzie zobaczył w piątek w południe na przystani wioślarskiej mieszkaniec Torunia. Puławski PIWet po zbadaniu próbek nie miał wątpliwości - to ptasia grypa. Na razie nie wiadomo czy to groźna dla ludzi odmiana wirusa - H5N1, ale według Tadeusza Wijaszki, dyrektora instytutu, to bardzo prawdopodobne.
Lekarze studzą nastroje: Nie jesteśmy Tajlandią, gdzie ludzie mieszkają ze zwierzętami w jednym pomieszczeniu. Jest ryzyko zarażenia się od ptaków, ale przy zachowaniu podstawowych zasad higieny minimalne. A mutacja wirusa przenosząca się z człowieka na człowieka to czysto hipotetyczne rozważania - mówi Marek Chmielewski z Krajowego Komitetu do Spraw Pandemii Grypy.
W Toruniu jednak dmuchają na zimne. Od soboty obraduje tam sztab kryzysowy, bulwar nad Wisłą jest zamknięty. W mieście jest spokój, a mieszkańcy stosują się do zaleceń. - Mamy kurę i koguta, są zamknięte od kilku dni. Tuż obok hodują osiem strusi i nie widziałam ich od tygodnia - mówi Violetta Chylarecka, mieszkanka ul. Przy Grobli, a obecnie strefy ochronnej. Przerażeni są pracownicy ogrodu zoobotanicznego, sąsiadującego z ogniskiem choroby. Zwierzęta od piątku są pozamykane, przed wjazdem leżą maty ze środkiem dezynfekcyjnym. - Mimo to boimy się, że każą nam wybić zwierzaki - mówią.
Na razie nikt o tym nie mówi. - Nie wybija się drobiu, jeśli wykryje się wirusa u dzikiego ptaka - tłumaczy Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii.
Z kolei w PIWecie zapewniają, że żaden ze zbadanych do tej pory ptaków padłych na Lubelszczyźnie nie był chory. Ale naszych hodowców to nie uspokaja. - Już teraz sprzedajemy poniżej kosztów produkcji. Nie wszyscy to wytrzymają - obawia się Andrzej Kuźmicz, właściciel 18 tys. indyków w Uścimowie.
Weterynaryjny Wojewódzki Zespół Kryzysowy w Lublinie również zapewnia, że jest przygotowany na pojawienie się choroby na Lubelszczyźnie: Jesteśmy w stanie pełnej gotowości. Są przygotowane procedury, mamy kombinezony ochronne, maty, środki dezynfekcyjne, pojemniki na drób i umowy z firmami, które będą się zajmować utylizacją odpadów - mówi Jan Sławomirski, wojewódzki lekarz weterynarii.
Reklama












Komentarze