Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Miliony utopione w zalewie

Co mieszkańcy Nielisza mają z potężnego zbiornika? Ryby. I tylko tyle. A marzyli, że zarobią na ściągających nad wielką wodę turystach
Aby budowany od kilkudziesięciu lat zbiornik retencyjny w Nieliszu mógł zostać otwarty, potrzeba 3 mln zł. To niewiele, zważywszy na fakt, że inwestycja pochłonęła ich już prawie 50. Pożytku z niej nikt na razie nie ma, a finału nie widać. Mieszkańcy Nielisza od początku budowy zalewu wiązali z nim wielkie nadzieje. Działki na brzegach zbiornika szły jak woda, a wille i domki letniskowe powstawały na nich jak grzyby po deszczu. Ludzie, którzy jeszcze niedawno wierzyli, że zarobią na turystach, zaczynają w to mocno wątpić. Potencjalni inwestorzy omijają Nielisz. Trudno się zresztą dziwić, skoro końca budowy nie widać, a plan zagospodarowania jego otoczenia ma być gotowy dopiero w lipcu. Niewiele pomaga fakt, że gmina przewiduje w nim m.in. pole golfowe na terenie 5 ha lasu i to, że mówi się o torze regatowym. – Jak pamiętam, zalew jest w budowie od zawsze – przyznaje Stanisław Trąba, wójt gminy Nielisz. Nie ukrywa, że pożytku z wielkiej wody nie będzie, dopóki nie znikną tablice: „Zbiornik w budowie” czy „Zakaz wstępu na teren budowy”. Kiedy budowa zalewu ruszała w latach 70., była oczkiem w głowie władz województwa zamojskiego, później stałą się inwestycją centralną, a od siedmiu lat prowadzi ją Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Lublinie. – Do zakończenia inwestycji brakuje nam ok. 3 mln zł – tłumaczy Leszek Boguta, dyrektor lubelskiego WZMiUW. Tymczasem na wszystkie tegoroczne inwestycje dostał 1 mln 350 tys. zł. Ma to wystarczyć i na Nielisz, i na obwałowania przeciwpowodziowe na Wiśle, i odtworzenie koryt kilku rzek. Nie bez znaczenia jest fakt, że zanim zobaczymy w Nieliszu lustro wody o powierzchni prawie 1000 hektarów, WZMiUW musi dokończyć budowę służbowej willi przy zaporze, zrobić przy niej parking, oczyszczalnię, ogrodzenie i zaplecze magazynowe. Na to głównie potrzebne są pieniądze. Sam zbiornik wymaga tylko drobnych poprawek w umocnieniach brzegów. Zniszczyły się ze starości. Boguta twierdzi jednak, że gdyby były pieniądze, już w połowie przyszłego roku zalew zostałby oddany do eksploatacji. – Nie ma mowy. Chodzi o względy technologiczne – rozwiewa wszelkie wątpliwości Waldemar Gorczyca, szef zamojskiego oddziału WZMiUW. Jego zdaniem, hydrobudowy tej wielkości trwają zwykle minimum 20 lat.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama