Porażka, która już nie dziwi
Koszykarze Startu AZS, a przede wszystkim ich trener Krzysztof Ziemoląg, nie wyciągnęli wniosków po poprzednim meczu, w którym lublinianie grali słabo z Koroną Kraków, ale szczęśliwie. W Krośnie fortuna już nie sprzyjała, dlatego konfrontacja z gospodarzami zakończyła się jednopunktową przegraną faworytów II ligi, czwartą w tym sezonie, drugą z ekipą MOSiR.
- 12.03.2006 22:18
SKŁADY I PUNKTY
MOSIR: Pilecki 21 (3 x 3), Kamiński 20 (4 x 3), Oczkowicz 12 (2 x 3), Belczyk 9, Rusin 0 oraz Adamczyk 6, Puścizna 6 (2 x 3), Mikina 3, Piątek 0, Cygan 0.
Start AZS: Hołota 25 (3 x 3), Bidyński 15 (1 x 3), Nowakowski 12 (1 x 3), Olejniczak 10, Pelczar 4 oraz Kowalski 8 (1 x 3), Borkowski 2, Fijałka 0, Kosior 0, Samborski 0.
Szkoleniowiec Startu AZS narzekał na bardzo słabą obronę swoich podopiecznych, zwłaszcza w pierwszej połowie. W tej części spotkania gospodarze rzeczywiście robili z lublinianami co chcieli, kłując ich swoją najmocniejszą bronią, czyli rzutami za trzy punkty. „Trójki” Łukasza Pileckiego, Dariusza Oczkowicza, Sebastiana Kamińskiego i Łukasza Puścizny, a do tego dobra defensywa Daniela Belczyka pozwoliły krośnianom wyjść na 16-punktowe prowadzenie (47:31).
Po zmianie stron goście wyszli na parkiet bardziej skoncentrowani, a niektórzy lubelscy zawodnicy pokazali, że wiedzą na czym polega gra w koszykówkę. Popis dał Paweł Hołota, który jak natchniony trafiał z każdej pozycji, zdobywając w trzeciej kwarcie aż 20 pkt. Miejscowi w ciągu 4 minut trafili tylko raz, a Start AZS rzucił 19 oczek i z 16-punktowej straty, zrobiło się jednopunktowe (50:49) prowadzenie lublinian. O wszystkim miała rozstrzygnąć ostatnia odsłona, do której krośnianie przystępowali przegrywając 62:66. W 33 minucie było 67:71 i wtedy ciężar gry wziął na siebie Kamiński. Najpierw trafił za 3 pkt, potem dołożył „dwójkę” i dał swojemu zespołowi prowadzenie 74:73. Po koszu Pileckiego było 76:73 w 39 min. W tym momencie na indywidualną akcję zdecydował się Michał Nowakowski. Sfaulowany przez rywala wykorzystał jeden rzut wolny, a po drugim, niecelnym, piłkę zebrał Jacek Olejniczak. Zdobył punkty, doprowadzając de remisu, chociaż mógł jeszcze poprawić „osobistym”. W odpowiedzi Dawid Mikina tylko raz trafił z linii rzutów wolnych. Wcześniej został sfaulowany przez Nowakowskiego, a było to piąte przewinienie rozgrywającego Startu AZS. Szkoda że tego zawodnika zabrakło w decydującym momencie spotkania. Ostatni atak gości miał zakończyć Hołota, ale osaczony przez przeciwników oddał piłkę Michałowi Samborskiemu. Ten uwikłał się w akcję przy linii końcowej i nie mógł umieścić piłki w koszu.
Reklama













Komentarze